#10
Archiwum było wielkie. Cała historia wampirów. Półki z księgami sięgały samego sufitu, który sięgał coś koło pięciu metrów. Niekończący się korytarz odkrywał coraz to nowsze regały.
- Jak my tu cokolwiek znajdziemy? - roześmiałam się.
- Może po prostu zapytamy? - Angie wskazała małą, starszą kobietę siedzącą za malutkim biurkiem, spisującą coś starym piórem, co chwile maczając je w kałamarzu granatowego atramentu.
- O Abaddona? Zwariowałaś?! Żebyś widziała jak na to matka zareagowała.. - szeptałam gorączkowo, próbować zachować się jak najciszej.
- Poczekaj, dam radę. - Angie podeszła do kobiety i wdała się z nią w krótką rozmowę. O dziwo mój wampirzy słuch tutaj nie działał, bo nic nie słyszałam.
- No i co? - zapytałam gdy wróciła.
- Chodź.
Zaprowadziła mnie do małego pomieszczenia, w którym znajdowała się malutka mównica i trzy krzesła. Podeszła do niej i coś napisała, a po chwili przed nią zmaterializował się mały stoliczek, wraz z trzema grubymi, oprawionymi w czarną skórę, zakurzonymi książkami ułożonymi obok siebie. Podeszłam do przodu i przeczytałam kolejno:
- Hmm.. Prosiłam tylko o Abaddona.
- Może to dlatego, że jesteśmy rodzeństwem...
- Może. - Angie wzięła do rąk księgę z napisem "Siwa" i usiadła na krzesło. - Bierz Abaddona.
- Ok. - zrobiłam jak poleciła. Pochyliłam się nad stolikiem i lekko przetarłam zakurzoną okładkę. Moim oczom ukazał się obrazek, którego wcześniej nie było widać. Chłopaka w kapturze, bez twarzy
z wielkimi skrzydłami, który równie jak ja miał dwa krzyże przy nadgarstkach. To było on..
Otworzyłam książkę, a w sali powiało chłodem. Angie była zaczytana w swojej lekturze więc nawet tego nie zauważyła.
Usłyszałam w mojej głowie delikatny, jedwabny głos.
" Kochanie... Jesteś.. Przyszłaś po mnie?
Tyle czasu minęło.. Wydostaniesz mnie stąd?
Tak za tobą tęskniłem.. Tyle wieków."
" Tak kochany.. przyszłam po ciebie.
Zbyt dużo czasu minęło.. Zbyt długo..
Jednak nie wiem jak cię przywołać. Nie ma cię na tablicy..."
"Musieli mnie wymazać. Słuchaj.
W księdze siostry znajdziesz zaklęcie odblokowywujące
wszystkie dusze, które ci skradli. Idź do niej."
" Dobrze, zaczekaj chwilę..."
"Czekałem całą wieczność."
Otworzyłam oczy.
- Angie masz coś o Abaddonie?
- Nie, raczej nie. Poczekaj doczytam do końca, jeszcze jakieś dwie minutki.
- Dobra.
Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Skądś je znałam. Ale skąd? Nie mogłam sięgnąć pamięcią w przeszłość. To miejsce WSZYSTKO blokowało.
- Już skończyłam. Słuchaj nic tu nie ma. Parę zaklęć i tyle. Jedno nawet dotyczyło ciebie.
- To jest to. Pokaż.
Podała mi księgę, a ja rzuciłam okiem.
" Tablica Azraela - aby była pełna"
- Dasz z tym radę?
- Mogę spróbować. Ale po co?
- Potrzebne.
- Ok. Niech ci będzie.
Wypowiedziała kilka słów po włosku, trzymając mnie za ręce. Poczułam dreszcz na całym ciele, a ona szybko powtarzała zaklęcie. Moja ludzka postać na przemian zmieniała się w anielską. Działało. Nagle puściła moje ręce.
- Już.
- Już?
- No, już. - uśmiechnęła się.
- Okej, daj mi trochę czasu.
- To ja się rozejrzę po archiwum.
Kiedy wyszła z pomieszczenia wyciągnęłam z torby kilogram soli i rozsypałam na podłodze w kształt pentagramu. W każdym z sześciu rogów umieściłam świecę i usiadłam w środku. Otworzyłam Tablicę Życia w głowie. Przybyło wiele imion. Wyszukałam Abaddona i zaczęłam przywoływanie. Po kilku minutach otworzyłam oczy. Przede mną stał Anioł bez twarzy. Był tak straszny jak ja. Moje serce zabiło mocniej, poczułam mocny impuls w żyłach. Zemdlałam.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz