niedziela, 2 czerwca 2013

"I'm a Vampire!" #11/15

#11
 
   Obudziłam się na ziemi w ramionach jakiegoś chłopaka. Ledwo otworzyłam oczy, a już dojrzałam jego troskliwy wyraz twarzy. Kruczoczarne włosy, głęboko osadzone brązowe oczy, takie jak moje, błyszczały. Dostrzegłam kolejne podobieństwo: skórę również miał moją. Białą jak ściana, koloru kości słoniowej. Jego twarz była bardzo męska, mocno zarysowana kośćmi policzkowymi.
- Gdzie jest.. - wyszeptałam.
- To ja. - powiedział, a jego łza spłynęła po policzku i bezszelestnie opadła na moją szyję, którą nadal trzymał. Dostrzegłam obok uśmiechniętą przyjaciółkę. Dopiero teraz zauważyłam, że jesteśmy w ciemnym lesie. Dotknęłam dłonią bolącego czoła.
- Udało ci się. - powiedziała Angie.
- Ale co? - zapytałam ledwo przytomna - i kim ty jesteś.. - skierowałam pytanie do chłopaka.
- Twoim bratem.
Stanęłam na równe nogi i rzuciłam się mu na szyję. Łzy leciały po moich policzkach, u niego było podobnie. Chwycił mnie za ramiona i pocałował.
- Udało mi się..
- Tak.
- Dobra, słuchajcie robi się późno, musimy lecieć. - odezwała się Angie.
- Tak masz rację. - stwierdziłam.
Chłopak przemienił się w Anioła - Abaddona.
- Co ty robisz?
- No, lecimy, nie? - powiedział.
- Ona nie to miała na myśli.. - cicho się zaśmiałam - ale w sumie, czemu nie? - przemieniłam się w Azraela, a po mnie Angie w Siwę.
- No to lecimy.
   Machnęłam skrzydłami i zdziwiłam się, że są aż tak potężne. Wzniosłam się w powietrze, a oni zaraz za mną. Lecieliśmy tak wysoko, że nawet nie byłam w stanie oszacować wysokości. Moja suknia tańczyła na powietrzu, a we włosach czułam przyjemny wiatr. Abaddon chwycił mnie za rękę, a gdy moja przyjaciółka skierowała się w stronę swojego domu, my popłynęliśmy gładko w stronę domu Clarków.
- Wiesz, że będziemy musieli wymyślić ci imię?
- To nie będzie potrzebne, wszystko już mam. - powiedział kiedy wylądowaliśmy przed domem, w którym nasza rodzina mieszkała od wieków. Przynajmniej w tym miejscu.
- Hmmm? - zdziwiłam się.
    Brat zmienił się spowrotem w człowieka i wyciągnął z małej nerki dowód tożsamości. Podał mi go uśmiechnięty.
"Ryan Collins"
- Collins?
- No, żeby nie było dziwne, że jestem z tobą, a jesteś moją siostrą..
- Collins. Ciekawie brzmi. Katie Collins.
- Wchodzimy?
- Jasne.
  Skierowaliśmy się w stronę drzwi wejściowych. Nacisnęłam klamkę, ale drzwi były zamknięte.
- Co jest? - zapytał.
- Matka pewnie wyszła do sklepu, czy coś.. - sięgnęłam do kieszeni płaszcza po mały klucz i otworzyłam drzwi.
- Kto się tobą zajmuje w tym cyklu?
- Emm.. Cornelia Clark.
- Anioł?
- Serafiel.
- Hahaha. Żartujesz.
- Nie.. Co w tym takiego? - zaczęłam ściągać kurtkę i buty.
- Serafiel pilnuje Azraela? To głupie. Serafiel nie da rady. Z resztą już pewnie zauważyłaś, że jesteś silniejsza..
- Tak, miałam okazję się przekonać.
- Słuchaj, dobrze by było, gdyby ona nie wiedziała, że tu jestem.
- A nie może cię wyczuć?
- Nie.. Abaddona nie można wyczuć. Chyba, że jest ktoś ze mną związany, jak ty.. - wyszeptał i musnął ustami moje usta. Zaczął obsypywać moją szyję delikatnymi, ale zarazem natarczywymi pocałunkami. Zsuną rękawek koszulki na dół, a potem ramiączko biustonosza. Całował ramię, rękę, aż doszedł do dłoni, którą na koniec mocno chwycił. Pociągną mnie w stronę schodów, a później sypialni. Szybko popchnął mnie na łóżko, po czym docisnął do mojego ciała, swoje ciało. Nasze nogi się splotły, a on powoli zsuwał mi bluzkę. Sprawnym, szybkim ruchem przeturlałam się i teraz to ja leżałam na nim. Zaczęłam całować okolice jego uszu, zagryzłam jego wargę i zaczęłam schodzić niżej. Wspólnie usiedliśmy. Był splecony moimi nogami, nie miał jak uciec. Całowałam jego klatkę piersiową, umięśniony brzuch i nadal schodziłam niżej.
   Nagle usłyszałam dźwięk otwierania drzwi. Obróciłam się i zobaczyłam matkę. Szybko zarzuciłam koszulkę i z rumieńcem na twarzy wstałam.
- Ymm.. to jest Ryan i zostanie u nas przez jakiś czas.. - powiedziałam, a chłopak wstał i pocałował Cornelię w dłoń.
- Miło mi panią poznać.
- Mnie również... Katherino, mogę cię prosić?
- Ta..
   Wyszłyśmy obie z sypialni i zeszłyśmy na dół.
- Słuchaj, to normalne, że już zaczynasz pić ludzką krew, ale nie jest normalne, że twój żywiciel ma z nami mieszkać..
- Wiesz co? - zapytałam. - Mam to w dupie!
- O nie moja droga, tak rozmawiać nie będziemy. - Cornelia skierowała się do góry, w stronę sypialni, a ja za nią. Ryan leżał rozbawiony na łóżku.
- Proszę opuścić mój dom. - brat się uśmiechnął. - Słyszysz?! Proszę wyjść!
- Nie. - powiedział.
- Słucham? - zapytała.
- Nie.
- O nie kolego.. - wzięła go za rękę i zaczęła ciągnąć z całej siły, ale on ani drgnął. Leżał i się śmiał.
- Co jest do cholery?
    Abaddon stanął naprzeciwko niej i się przemienił. Na wszelki wypadek zrobiłam to samo i zagrodziłam drzwi. Cornelia zaklęła pod nosem, odwróciła się do drzwi w biegu, ale gwałtownie się zatrzymała gdy mnie zobaczyła.
- Co ty najlepszego zrobiłaś?!
- Coś, co powinnam zrobić dawno temu. Przy nim.. przy nim czuje się silniejsza, więcej pamiętam.
- Wiesz co cię czeka, jeżeli komuś coś powiesz? - zapytał Abaddon.
- Nie boję się was.
- A może powinnaś?
   Matka przemieniła się w Serafiela.
- Nie wydam cię Abaddonie, dopóki nie zaczniecie czynić głupstw.
- Hahaha. My i głupstwa? Oszalałaś? Pozwolisz, że z wami zamieszkam, prawda?
- Mamy jeden wolny pokój..
- Wolę zamieszkać w tym. Aha i chcę, abyś zapisała mnie do Myflower.
- Ty, do szkoły?
- Tak, a teraz wybacz, w czymś nam przeszkodziłaś..

czwartek, 4 kwietnia 2013

"I'm a Vampire!" #10/15

#10

    Archiwum było wielkie. Cała historia wampirów. Półki z księgami sięgały samego sufitu, który sięgał coś koło pięciu metrów. Niekończący się korytarz odkrywał coraz to nowsze regały.
- Jak my tu cokolwiek znajdziemy? - roześmiałam się.
- Może po prostu zapytamy? - Angie wskazała małą, starszą kobietę siedzącą za malutkim biurkiem, spisującą coś starym piórem, co chwile maczając je w kałamarzu granatowego atramentu. 
- O Abaddona? Zwariowałaś?! Żebyś widziała jak na to matka zareagowała.. - szeptałam gorączkowo, próbować zachować się jak najciszej.
- Poczekaj, dam radę. - Angie podeszła do kobiety i wdała się z nią w krótką rozmowę. O dziwo mój wampirzy słuch tutaj nie działał, bo nic nie słyszałam.
- No i co? - zapytałam gdy wróciła.
- Chodź.
    Zaprowadziła mnie do małego pomieszczenia, w którym znajdowała się malutka mównica i trzy krzesła. Podeszła do niej i coś napisała, a po chwili przed nią zmaterializował się mały stoliczek, wraz z trzema grubymi, oprawionymi w czarną skórę, zakurzonymi książkami ułożonymi obok siebie. Podeszłam do przodu i przeczytałam kolejno: 


- Hmm.. Prosiłam tylko o Abaddona.
- Może to dlatego, że jesteśmy rodzeństwem...
- Może. - Angie wzięła do rąk księgę z napisem "Siwa" i usiadła na krzesło. - Bierz Abaddona.
- Ok. - zrobiłam jak poleciła. Pochyliłam się nad stolikiem i lekko przetarłam zakurzoną okładkę. Moim oczom ukazał się obrazek, którego wcześniej nie było widać. Chłopaka w kapturze, bez twarzy
z wielkimi skrzydłami, który równie jak ja miał dwa krzyże przy nadgarstkach. To było on..
   Otworzyłam książkę, a w sali powiało chłodem. Angie była zaczytana w swojej lekturze więc nawet tego nie zauważyła.
   Usłyszałam w mojej głowie delikatny, jedwabny głos.


" Kochanie... Jesteś.. Przyszłaś po mnie? 
Tyle czasu minęło.. Wydostaniesz mnie stąd? 
Tak za tobą tęskniłem.. Tyle wieków."
" Tak kochany.. przyszłam po ciebie.
 Zbyt dużo czasu minęło.. Zbyt długo.. 
Jednak nie wiem jak cię przywołać. Nie ma cię na tablicy..."
"Musieli mnie wymazać. Słuchaj.
 W księdze siostry znajdziesz zaklęcie odblokowywujące
wszystkie dusze, które ci skradli. Idź do niej."
" Dobrze, zaczekaj chwilę..."
"Czekałem całą wieczność."


Otworzyłam oczy.
- Angie masz coś o Abaddonie?
- Nie, raczej nie. Poczekaj doczytam do końca, jeszcze jakieś dwie minutki.
- Dobra.
   Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Skądś je znałam. Ale skąd? Nie mogłam sięgnąć pamięcią w przeszłość. To miejsce WSZYSTKO blokowało.
- Już skończyłam. Słuchaj nic tu nie ma. Parę zaklęć i tyle. Jedno nawet dotyczyło ciebie.
- To jest to. Pokaż.
   Podała mi księgę, a ja rzuciłam okiem.
" Tablica Azraela - aby była pełna"
- Dasz z tym radę?
- Mogę spróbować. Ale po co?
- Potrzebne.
- Ok. Niech ci będzie.
    Wypowiedziała kilka słów po włosku, trzymając mnie za ręce. Poczułam dreszcz na całym ciele, a ona szybko powtarzała zaklęcie. Moja ludzka postać na przemian zmieniała się w anielską. Działało. Nagle puściła moje ręce.
- Już.
- Już?
- No, już. - uśmiechnęła się.
- Okej, daj mi trochę czasu.
- To ja się rozejrzę po archiwum.
   Kiedy wyszła z pomieszczenia wyciągnęłam z torby kilogram soli i rozsypałam na podłodze w kształt pentagramu. W każdym z sześciu rogów umieściłam świecę i usiadłam w środku. Otworzyłam Tablicę Życia w głowie. Przybyło wiele imion. Wyszukałam Abaddona i zaczęłam przywoływanie. Po kilku minutach otworzyłam oczy. Przede mną stał Anioł bez twarzy. Był tak straszny jak ja. Moje serce zabiło mocniej, poczułam mocny impuls w żyłach. Zemdlałam.

niedziela, 31 marca 2013

"I'm a Vampire!" #09/15

#09
 
 
   Minął tydzień. Całe siedem dni nie wychodziłam z domu. Szukałam czegoś, co mogłoby mi podpowiedzieć jak przywołać Abaddona, ale nic nie znalazłam, a matka okazała się być bez użyteczna. Musiałam znaleźć inny sposób, aby się czegoś dowiedzieć. Wtedy Angie powiedziała mi o Archiwum Wampirów - tajnej bibliotece znajdującej się gdzieś w lesie niedaleko wzgórza Wysokich Traw. Zamierzałam tam iść po szkole. No tak, szkoła. Dziś poniedziałek, a ja właśnie mijałam bramę szkoły Myflower.
   Szkoła niczym nie różniła się od innych. Szara, graffiti na ścianach. Jedyną rzeczą, która była inna to ludzie. Typowe Hollywoodzkie charakterki. Jedna dziewczyna potrafiąca roznieść każdą plotkę do każdego, typowe DZIWKI, chłopak za którym wszyscy szaleją, stado kujonów, a na stołówce podział na "stoliki".
   Drużyna footballowa, drużyna lacrosse'a, informatycy, anorektyczki, bulimiczki, modelki, wcześniej wspomniane DZIWKI, palacze i ćpuny oraz wyrzutki. Aha! No i nasze kochane cheerliderki, ale je można zaliczyć do DZIWEK, dających dupy na każdej przerwie w męskim wuce.
   Przeszłam wąskim korytarzem z białymi ścianami, wyłożonym bordową wykładziną do szatni. W środku siedziały Cassie z Kendall otoczone wianuszkiem "pseudo" przyjaciółek. Przebrałam kozaczki na koturnie na szare Conversy, a na czarny T-Shirt zarzuciłam szarą baseballówkę. Wzięłam torbę na ramię i ruszyłam do klasy chemicznej. Usiadłam w tylnej ławce koło Angie, która wyjmowała naczynia i słoiczki z różniastymi substancjami.
- Cześć. - powiedziałam wyciągając zeszyt.
- Witam, witam, cześć i czołem.
- Co dziś robimy?
- Jakieś tam doświadczenia, babka zaraz przyjdzie.
- Ok.
    Zadzwonił dzwonek i wszyscy weszli do klasy, w tym Jack. O dziwo cały tydzień o nim nie myślałam. Nawet teraz nie zrobił na mnie wrażenia. Liczył się tylko Abaddon.

*  *  *
 
    Lekcje minęły szybko, dwóch nauczycielek nawet nie było, więc wypuścili nas szybciej. Ubrałam się i poczekałam na Angie, bo chciałam razem z nią pójść do tej biblioteki.
- Na kogo czekasz? - usłyszałam za sobą głos Jacka.
- Co? Ee?
- Na kogo czekasz? - powtórzył troskliwie.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Na Angie.
- Słuchaj Katie..
 Przerwałam mu.
- Jack, rozumiem, że kochasz Cassie, to twój wybór. Nie interesuje mnie to. Wybacz, ale nie zamierzam się mieszać.
   Wyglądał na zmartwionego, a ja odeszłam do Angie.
- Idziesz ze mną? - zapytałam.
- Jasne. - i skierowałyśmy się w stronę lasu.
 
Tajne Zapiski Archiwum Wampirów:
Cloudia Settner znów w swoich snach widzi
anioła ciemności. Tym razem
jest to Siwa, co wynika z rysopisu:
 

  
Cloudia twierdzi, że ten anioł nie jest
tak straszny, jak dwa poprzednie.
W śnie mówi o zemście.
 
Zapis z dnia 3 czer 981 rok.


piątek, 29 marca 2013

"I'm a Vampire!" #08/15

#08
 
   Stałam z nim za rękę na krawędzi przepaści. Objął mnie i pocałował w czoło. Chłodny powiew wiatru rozwiał moje włosy na wszystkie strony. Uśmiechnęłam się. Byłam szczęśliwa, że go mam. Pogładziłam jego policzek kościstą, białą jak ściana dłonią.
- Kocham cię. - wyszeptałam.
- Wiem.
  Nie musiał mówić, że mnie kocha. Miał mnie, a ja miałam jego. Od wieków, na wieki.
Ścisnął moją dłoń mocniej.
- Razem na zawsze? - zapytał.
- Razem na zawsze. - odpowiedziałam i oboje rzuciliśmy się w dół.
   Było lato. Okolica była piękna. Zielone drzewa, upalne słońce, czyste błękitne niebo. Spadaliśmy wtuleni w siebie nieco ponad minutę. Dostrzegłam, że lecimy do górskiego potoku. Z wielkim pluskiem wpadliśmy do wody. Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie zwykłą płachtę błękitnej tkaniny przewiązaną białym sznurkiem w pasie. On nie wyglądał lepiej. Dawne czasy.. Woda nie była ciepła jak powietrze, jednak nasze organizmy nawet tego nie odczuły. Rozejrzałam się dookoła. Po lewej stronie wznosiła się góra, na której przed chwilą staliśmy, a po prawej kilka drewniano-słomianych domków - mała wioska, która była naszym domem.
    Nagle strumień wody uderzył mnie prosto w twarz. To był mój brat. Nie pozostałam mu dłużna i po krótkiej chwili on również został opryskany.
Po dłuższej "zabawie" wyszliśmy z wody.
- Głodna?
- Hmm.. Troszeczkę. - skinęłam głową, a on objął mnie w pasie. Poczułam mały impuls przechodzący przez moje ciało. Nasza więź. Niezniszczalna miłość między naszym rodzajem. Szliśmy boso w głąb lasu. Wyczułam zapach człowieka. Po chwili dostrzegłam dziewczynę, przywiązaną do drzewa. Znałam ją z widzenia. Z sąsiedniej wioski. Cloudia? Tak, miała na imię Cloudia. Wydawała się być nieprzytomna, a z jej szyi sączyła się krew. Zawsze byłam uczulona na ten zapach. Wykorzystując moją wampirzą szybkość zbliżyłam się do niej i zaczęłam wysysać z niej życie. Kiedy już nie odczuwałam pragnienia odsunęłam się, aby mój ukochany też się pożywił. Gdy wreszcie skończył
(a był strasznie łapczywy, na małe, bezbronne dzieciaczki, kubeczki na życiodajną substancję) podeszłam do niego i zauważyłam spływające krople krwi z jego ust. Bez wahania je zlizałam, a on przyciągną mnie do siebie i spojrzał głęboko w moje oczy.
- Co tam widzisz? - zapytałam.
- Ciemność, miłość, zaufanie..
- Wiesz, że to ostatni dzień tego cyklu?
- Tak siostro, ale czy nie zobaczymy się za 125 lat?
- Boli mnie to, że będę musiała czekać tak długo. - odepchnął mnie w głąb lasu. Słyszałam szczęśliwy śpiew ptaków, cykanie świerszczy. Pchnął mnie prosto na wielkie drzewo, po czym z wampirzą szybkością zbliżył się i zaczął obsypywać moją szyję pocałunkami. Chwyciliśmy się za ręce, spletliśmy palce. Zamknęliśmy oczy, ale ich już nie otworzyliśmy. Został po nas czarny popiół. Nasz ostatni dzień.

* * *

Wspomnienie się zakończyło, a ja nagle poczułam silne przywiązanie do Abaddona.
Dopiero teraz go wyczułam. Czekał na mnie, a ja musiałam go wezwać.

sobota, 23 marca 2013

"I'm a Vampire!" #07/15

#07
 
- Cześć mamo. Czy jak tam mam cię teraz nazywać. - krzyknęłam wchodząc do domu. Przechodząc do salonu dostrzegłam ją, leżącą na hamaku koło dwóch doniczkowych palm. Na powitanie tylko kiwnęła głową, bo czytała książkę.
- Mamy jakieś rzeczy w piwnicy po Abaddonie? - oparłam się o framugę, a ona zerwała się na równe nogi.
- Nie pozwolę ci się z nim kontaktować! Zapomnij o tym.
      Nabrałam pewności siebie. Wróciło kilka wspomnień. Między innymi to, że mam nad wszystkim władzę, mogę przemienić się w demona, w którym w rzeczywistości byłam. Podeszłam do "matki" tak, że dzieliło nas kilka centymetrów. Czułam jej oddech na skórze.
- Bo co? - zapytałam z ironicznym uśmiechem, a ona mogła dostrzec w moich oczach anioła, którym naprawdę byłam. 
- Serafiel nie da sobą rządzić. - nagle zmieniła się w białego anioła, w białej sukni i skrzypcami w ręku.
- Chyba kpisz. I co zagrasz mi teraz jakąś melodyjkę?
   Nagle rzuciła we mnie kulą światła, z taką siłą, że przez cały salon przeleciałam do przedpokoju i uderzyłam w ścianę. Kawałki farby poopadały na moje czarne włosy, a ja osunęłam się na podłogę. Po chwili poczułam ostre kłucie na żyłach, przy nadgarstkach. Spojrzałam na jedną rękę, później na drugą. Na jednej i drugiej były symetryczne krzyże, a z nich ciekła krew, która kapała na podłogę.
"Uccisione Immediata" - szepnęłam zdziwiona, że wiem co robić. Nagle piękna czarna suknia z tyłu dłuższa niż z przodu zastąpiła moje ubrania.
 

 
 Całą twarz zasłoniły włosy. Jak u Samary Morgan.
 
 
Na plecach wyrosły czarne, wielkie skrzydła, którymi władałam jak rękoma. Rany na nadgarstkach zniknęły, ale zamiast nich pojawiły się identyczne dwa tatuaże. Stopy miałam gołe, a tam gdzie stanęłam zostawał ślad stopy, w postaci krwi (tu jak u Almy Wade). Tak, jakbym ostro poraniła nogi, ale gdy zajrzałam pod spód nic nie było. Biło ode mnie ciemne światło. Podeszłam do Serafiela i grzebiąc w swoim umyśle znalazłam jej imię na Tablicy Życia.
"Chcesz jeszcze pożyć?" - przekazałam.
- Azraelu! - krzyknęła i padła do moich stóp. Zrobiłam krok w tył zostawiając na podłodze krwawy ślad stopy.
" Mamy coś po Abaddonie?!"
- Nie mogę ci nic zdradzić.
     Siłą woli uniosłam ją w powietrze i tym razem ona uderzyła o ścianę, tyle, że kilka razy i dużo mocniej.
"Abaddon!"
- W piwnicy coś powinno być! Na pewno to wyczujesz..
     Wróciłam do normalnej postaci. "Uroczej, słodkiej, niewinnej." Katie.
- Dziękuję. - i skierowałam się w stronę drzwi do piwnicy.
      Piwnica miała trzy piętra, więc mieściła naprawdę sporo rzeczy. Jeśli chciałam znaleźć coś z dawnych czasów musiałam skierować się na sam dół, gdzie leżały same starocie. Godziny miały, a ja wciąż nic nie miałam. Biegałam od kartonu, do kartonu, przeszukując każdy zakamarek. Postanowiłam się poddać. Nie było żadnych szans. Usiałam na stary, zakurzony kufer. Nagle zorientowałam się, że do niego nie zaglądałam. Wstałam i klękłam przed nim. Lekko pociągnęłam klameczkę do góry, ale ani drgnęła. Użyłam mojej wampirzej mocy, ale to również nic nie dało. Zdmuchnęłam warstwę kurzu i zauważyłam napis: "przeznaczone dla mojej ukochanej. Kluczem moc zawarta w jej sercu".
- Uccisione Immediata. - wyszeptałam, a w piwnicy rozległ się dźwięk otwierania zamka. Ponownie pociągnęłam za klameczkę do góry, tym razem skrzynia się otworzyła. W środku była szkatułka, a w niej medalion. Medalion był w kształcie dwóch smoków, układających się w serce. Jeden czarny, drugi biały.
 

"Abaddon należy do Azraela, a Azrael do Abaddona." Wspomnienia zaczęły wracać.

czwartek, 14 marca 2013

"I'm a Vampire!" #06/15

#06
 
    Gdy już wreszcie doszłam na górę zobaczyłam samotnie siedzącego Jacka, na przewróconym pniu od drzewa. Uśmiechnęłam się do siebie na jego widok, jednak głowę zaprzątały mi myśli o tym, o czym mówił profesor Blake. Wróciłam do teraźniejszości.
- Cześć. Długo czekasz? - usiadłam obok. Miał na sobie czarny płaszcz, zimowe traperki i jak zawsze jedwabny szalik.
- Hej. Nie. Będzie jakoś 10 minut. - powiedział. Następne pięć minut przesiedzieliśmy w dołującej ciszy, aż on postanowił przemówić.
- Nie będę cię oszukiwał. Nadal coś czuję do Cassie. Kocham ją i chcę przy niej być.
      Zmienił się. To nie był on. Z dnia na dzień nie zmienił by zdania. Chyba że..
- Jack. Możesz ściągnąć szalik?
- Nie!!
- Dlaczego?
- Nie i już.
- No dobrze. - udawałam, że zakończyłam temat, kiedy nagle sprawnym i szybkim ruchem rozwiązałam i zdjęłam szal z jego szyi.
    Tego się właśnie obawiałam. Miał dwie małe ranki na szyi - ślady po zębach.
- Pojebało cię?! - wrzasnął i odskoczył ode mnie.
- Jack... - szepnęłam z troską i smutkiem.
- Nie ma Jack! Spadam stąd. Nie dzwoń. - i uczynił jak powiedział.
   Musiałam porozmawiać z Cassie. Musi zerwać ich więź. Ale to poczeka. Jack musi ochłonąć.
                                                                Teraz Abaddon.
 


"I'm a Vampire!" #05/15

#05
 
     Następnego ranka szybko zjadłam śniadanie, ubrałam się i pognałam na zebranie, o którym zresztą dnia poprzedniego zapomniałam. Tak jak mówiono - moja siła się zwielokrotniła. Myjąc zęby doprowadziłam do stanu zapalnego dziąseł, bo szorowałam nie zdając sobie sprawy z tego,  jaką dysponuję mocą. Podobnie było z biegiem - do zamku dotarłam w zaledwie dwie minuty. Na miejscu jeszcze nikogo nie było, więc postanowiłam usiąść i zaczekać. Podeszłam do pierwszej ławy po prawej stronie, dotknęłam czubkami palców wyryte imię Azrael i usiadłam.
    Sprawdzałam czy nie ma żadnego listu w mojej szufladzie, kiedy do fortecy weszła Angie.
- Hej. - powiedziała siadając obok. - Gdzie reszta?
-Nie wiem. - odpowiedziałam.
Nagle do fortecy wszedł profesor Blake. Pod pachą niósł jakąś teczkę, a w dłoni trzymał krzesło.
- Dzień dobry. - powiedział i postawił je przed nami.
- Dzień dobry. Gdzie są wszyscy? - zapytała Angie.
- Dziś chciałbym porozmawiać tylko z wami.
- O co chodzi?
- Przejdźmy od razu do rzeczy. Chodzi o wasze moce. W ty cyklu to wy obie przeważacie, macie więcej energii niż w poprzednich cyklach.  To znaczy Azrael i Siwa (czyt. Z  IWA) zawsze były silne, ale teraz.. Teraz szczerze mnie to niepokoi.
- Panie profesorze, ale skąd pewność, że Azrael to moje imię?!
- To bardzo proste. Gdybyś nie była Azraelem, nie mogłabyś usiąść na tym miejscu. Siadając nie na swoim miejscy poczułabyś ogromny ból. - odpowiedział na moje pytanie. Wolałam nie sprawdzać czy mówi prawdę.
- Obawiam się, że obie mogłybyście zagrozić wszystkim wampirom, nie mówiąc już o tym, jak byście przywołały Abaddona.
- Co to takiego?
- Nie co, tylko kto. Jak wiecie Azrael jest w posiadaniu Tablicy Życia, zatem włada życiem i śmiercią. Może kogoś odwołać, jak i przywołać. Abaddon to brat, ale i też mąż Azraela. W tej chwili jest w spoczynku.
- Jakim jest aniołem? Dobrym, złym? - zapytałam.
- Takim jak Siwa. Zniszczenia. Wszyscy troje jesteście rodzeństwem, tyle, że Abaddona i Azraela łączy szczególna więź. Nazwano was Trzema Aniołami Apokalipsy, kiedy dawniej sieliście piekło na Ziemi. Udało się was "nawrócić", ale od tamtej pory nigdy nie rodzicie się wszyscy troje w jednym cyklu. Dla bezpieczeństwa.
- No dobrze, ale nie rozumiem po co to spotkanie. - zbulwersowała się Angie.
- Żebyście obie były świadome swojej mocy. Jesteście wiele razy silniejsze od reszty.
- Ehh. - westchnęłam. - Jeśli to już wszystko, to śpieszę się do domu. - wstałam nie czekając na jego odpowiedź i wyszłam z fortecy. Za mną wstała Angie.
- Dowidzenia. - powiedziała i mnie dogoniła.
   Gdy oddaliłyśmy się trochę od zamku Angie rozpoczęła rozmowę:
- Słuchaj. Kim jest ten Abaddon? To znaczy wiem, nasz brat, trzeci Anioł Apokalipsy, ale nie wyczuwam jego duszy, w żadnym ze światów, ani portali.
- Zamierzam się tego dowiedzieć.
- Jak?
- Przecież mieszkamy w tych samych domach od zawsze, tak?
- No.
- A on był e mną związany. Muszę znaleźć coś, co do niego mogło należeć, a wtedy cofnę się do wspomnień.
- Dobrze myślisz.
- Dam ci znać wieczorem, bo teraz jestem umówiona z Jackiem.
- Jasne. To cześć!!
- Cześć. - Powiedziałam i skręciłam w stronę wzgórza Wysokich Traw.
 
 
* * *
 
Tajne zapiski archiwum wampirów
 
Cloudia Settner znów skarży się na koszmary senne.
Tym razem z rysopisu wynika, że prześladuje ją anioł zniszczenia
(Papier zbyt przetarty, aby odczytać imię)
 
 
Anioł leci na białym koniu z Kosą Śmierci.
W śnie nic nie mówi.
Mężczyzna nie daje dziewczynie spokoju.
W pogotowiu nie wiedzą co robić.
 
ZAPIS Z DNIA: 23 MAJ 981 ROK