niedziela, 31 marca 2013

"I'm a Vampire!" #09/15

#09
 
 
   Minął tydzień. Całe siedem dni nie wychodziłam z domu. Szukałam czegoś, co mogłoby mi podpowiedzieć jak przywołać Abaddona, ale nic nie znalazłam, a matka okazała się być bez użyteczna. Musiałam znaleźć inny sposób, aby się czegoś dowiedzieć. Wtedy Angie powiedziała mi o Archiwum Wampirów - tajnej bibliotece znajdującej się gdzieś w lesie niedaleko wzgórza Wysokich Traw. Zamierzałam tam iść po szkole. No tak, szkoła. Dziś poniedziałek, a ja właśnie mijałam bramę szkoły Myflower.
   Szkoła niczym nie różniła się od innych. Szara, graffiti na ścianach. Jedyną rzeczą, która była inna to ludzie. Typowe Hollywoodzkie charakterki. Jedna dziewczyna potrafiąca roznieść każdą plotkę do każdego, typowe DZIWKI, chłopak za którym wszyscy szaleją, stado kujonów, a na stołówce podział na "stoliki".
   Drużyna footballowa, drużyna lacrosse'a, informatycy, anorektyczki, bulimiczki, modelki, wcześniej wspomniane DZIWKI, palacze i ćpuny oraz wyrzutki. Aha! No i nasze kochane cheerliderki, ale je można zaliczyć do DZIWEK, dających dupy na każdej przerwie w męskim wuce.
   Przeszłam wąskim korytarzem z białymi ścianami, wyłożonym bordową wykładziną do szatni. W środku siedziały Cassie z Kendall otoczone wianuszkiem "pseudo" przyjaciółek. Przebrałam kozaczki na koturnie na szare Conversy, a na czarny T-Shirt zarzuciłam szarą baseballówkę. Wzięłam torbę na ramię i ruszyłam do klasy chemicznej. Usiadłam w tylnej ławce koło Angie, która wyjmowała naczynia i słoiczki z różniastymi substancjami.
- Cześć. - powiedziałam wyciągając zeszyt.
- Witam, witam, cześć i czołem.
- Co dziś robimy?
- Jakieś tam doświadczenia, babka zaraz przyjdzie.
- Ok.
    Zadzwonił dzwonek i wszyscy weszli do klasy, w tym Jack. O dziwo cały tydzień o nim nie myślałam. Nawet teraz nie zrobił na mnie wrażenia. Liczył się tylko Abaddon.

*  *  *
 
    Lekcje minęły szybko, dwóch nauczycielek nawet nie było, więc wypuścili nas szybciej. Ubrałam się i poczekałam na Angie, bo chciałam razem z nią pójść do tej biblioteki.
- Na kogo czekasz? - usłyszałam za sobą głos Jacka.
- Co? Ee?
- Na kogo czekasz? - powtórzył troskliwie.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Na Angie.
- Słuchaj Katie..
 Przerwałam mu.
- Jack, rozumiem, że kochasz Cassie, to twój wybór. Nie interesuje mnie to. Wybacz, ale nie zamierzam się mieszać.
   Wyglądał na zmartwionego, a ja odeszłam do Angie.
- Idziesz ze mną? - zapytałam.
- Jasne. - i skierowałyśmy się w stronę lasu.
 
Tajne Zapiski Archiwum Wampirów:
Cloudia Settner znów w swoich snach widzi
anioła ciemności. Tym razem
jest to Siwa, co wynika z rysopisu:
 

  
Cloudia twierdzi, że ten anioł nie jest
tak straszny, jak dwa poprzednie.
W śnie mówi o zemście.
 
Zapis z dnia 3 czer 981 rok.


piątek, 29 marca 2013

"I'm a Vampire!" #08/15

#08
 
   Stałam z nim za rękę na krawędzi przepaści. Objął mnie i pocałował w czoło. Chłodny powiew wiatru rozwiał moje włosy na wszystkie strony. Uśmiechnęłam się. Byłam szczęśliwa, że go mam. Pogładziłam jego policzek kościstą, białą jak ściana dłonią.
- Kocham cię. - wyszeptałam.
- Wiem.
  Nie musiał mówić, że mnie kocha. Miał mnie, a ja miałam jego. Od wieków, na wieki.
Ścisnął moją dłoń mocniej.
- Razem na zawsze? - zapytał.
- Razem na zawsze. - odpowiedziałam i oboje rzuciliśmy się w dół.
   Było lato. Okolica była piękna. Zielone drzewa, upalne słońce, czyste błękitne niebo. Spadaliśmy wtuleni w siebie nieco ponad minutę. Dostrzegłam, że lecimy do górskiego potoku. Z wielkim pluskiem wpadliśmy do wody. Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie zwykłą płachtę błękitnej tkaniny przewiązaną białym sznurkiem w pasie. On nie wyglądał lepiej. Dawne czasy.. Woda nie była ciepła jak powietrze, jednak nasze organizmy nawet tego nie odczuły. Rozejrzałam się dookoła. Po lewej stronie wznosiła się góra, na której przed chwilą staliśmy, a po prawej kilka drewniano-słomianych domków - mała wioska, która była naszym domem.
    Nagle strumień wody uderzył mnie prosto w twarz. To był mój brat. Nie pozostałam mu dłużna i po krótkiej chwili on również został opryskany.
Po dłuższej "zabawie" wyszliśmy z wody.
- Głodna?
- Hmm.. Troszeczkę. - skinęłam głową, a on objął mnie w pasie. Poczułam mały impuls przechodzący przez moje ciało. Nasza więź. Niezniszczalna miłość między naszym rodzajem. Szliśmy boso w głąb lasu. Wyczułam zapach człowieka. Po chwili dostrzegłam dziewczynę, przywiązaną do drzewa. Znałam ją z widzenia. Z sąsiedniej wioski. Cloudia? Tak, miała na imię Cloudia. Wydawała się być nieprzytomna, a z jej szyi sączyła się krew. Zawsze byłam uczulona na ten zapach. Wykorzystując moją wampirzą szybkość zbliżyłam się do niej i zaczęłam wysysać z niej życie. Kiedy już nie odczuwałam pragnienia odsunęłam się, aby mój ukochany też się pożywił. Gdy wreszcie skończył
(a był strasznie łapczywy, na małe, bezbronne dzieciaczki, kubeczki na życiodajną substancję) podeszłam do niego i zauważyłam spływające krople krwi z jego ust. Bez wahania je zlizałam, a on przyciągną mnie do siebie i spojrzał głęboko w moje oczy.
- Co tam widzisz? - zapytałam.
- Ciemność, miłość, zaufanie..
- Wiesz, że to ostatni dzień tego cyklu?
- Tak siostro, ale czy nie zobaczymy się za 125 lat?
- Boli mnie to, że będę musiała czekać tak długo. - odepchnął mnie w głąb lasu. Słyszałam szczęśliwy śpiew ptaków, cykanie świerszczy. Pchnął mnie prosto na wielkie drzewo, po czym z wampirzą szybkością zbliżył się i zaczął obsypywać moją szyję pocałunkami. Chwyciliśmy się za ręce, spletliśmy palce. Zamknęliśmy oczy, ale ich już nie otworzyliśmy. Został po nas czarny popiół. Nasz ostatni dzień.

* * *

Wspomnienie się zakończyło, a ja nagle poczułam silne przywiązanie do Abaddona.
Dopiero teraz go wyczułam. Czekał na mnie, a ja musiałam go wezwać.

sobota, 23 marca 2013

"I'm a Vampire!" #07/15

#07
 
- Cześć mamo. Czy jak tam mam cię teraz nazywać. - krzyknęłam wchodząc do domu. Przechodząc do salonu dostrzegłam ją, leżącą na hamaku koło dwóch doniczkowych palm. Na powitanie tylko kiwnęła głową, bo czytała książkę.
- Mamy jakieś rzeczy w piwnicy po Abaddonie? - oparłam się o framugę, a ona zerwała się na równe nogi.
- Nie pozwolę ci się z nim kontaktować! Zapomnij o tym.
      Nabrałam pewności siebie. Wróciło kilka wspomnień. Między innymi to, że mam nad wszystkim władzę, mogę przemienić się w demona, w którym w rzeczywistości byłam. Podeszłam do "matki" tak, że dzieliło nas kilka centymetrów. Czułam jej oddech na skórze.
- Bo co? - zapytałam z ironicznym uśmiechem, a ona mogła dostrzec w moich oczach anioła, którym naprawdę byłam. 
- Serafiel nie da sobą rządzić. - nagle zmieniła się w białego anioła, w białej sukni i skrzypcami w ręku.
- Chyba kpisz. I co zagrasz mi teraz jakąś melodyjkę?
   Nagle rzuciła we mnie kulą światła, z taką siłą, że przez cały salon przeleciałam do przedpokoju i uderzyłam w ścianę. Kawałki farby poopadały na moje czarne włosy, a ja osunęłam się na podłogę. Po chwili poczułam ostre kłucie na żyłach, przy nadgarstkach. Spojrzałam na jedną rękę, później na drugą. Na jednej i drugiej były symetryczne krzyże, a z nich ciekła krew, która kapała na podłogę.
"Uccisione Immediata" - szepnęłam zdziwiona, że wiem co robić. Nagle piękna czarna suknia z tyłu dłuższa niż z przodu zastąpiła moje ubrania.
 

 
 Całą twarz zasłoniły włosy. Jak u Samary Morgan.
 
 
Na plecach wyrosły czarne, wielkie skrzydła, którymi władałam jak rękoma. Rany na nadgarstkach zniknęły, ale zamiast nich pojawiły się identyczne dwa tatuaże. Stopy miałam gołe, a tam gdzie stanęłam zostawał ślad stopy, w postaci krwi (tu jak u Almy Wade). Tak, jakbym ostro poraniła nogi, ale gdy zajrzałam pod spód nic nie było. Biło ode mnie ciemne światło. Podeszłam do Serafiela i grzebiąc w swoim umyśle znalazłam jej imię na Tablicy Życia.
"Chcesz jeszcze pożyć?" - przekazałam.
- Azraelu! - krzyknęła i padła do moich stóp. Zrobiłam krok w tył zostawiając na podłodze krwawy ślad stopy.
" Mamy coś po Abaddonie?!"
- Nie mogę ci nic zdradzić.
     Siłą woli uniosłam ją w powietrze i tym razem ona uderzyła o ścianę, tyle, że kilka razy i dużo mocniej.
"Abaddon!"
- W piwnicy coś powinno być! Na pewno to wyczujesz..
     Wróciłam do normalnej postaci. "Uroczej, słodkiej, niewinnej." Katie.
- Dziękuję. - i skierowałam się w stronę drzwi do piwnicy.
      Piwnica miała trzy piętra, więc mieściła naprawdę sporo rzeczy. Jeśli chciałam znaleźć coś z dawnych czasów musiałam skierować się na sam dół, gdzie leżały same starocie. Godziny miały, a ja wciąż nic nie miałam. Biegałam od kartonu, do kartonu, przeszukując każdy zakamarek. Postanowiłam się poddać. Nie było żadnych szans. Usiałam na stary, zakurzony kufer. Nagle zorientowałam się, że do niego nie zaglądałam. Wstałam i klękłam przed nim. Lekko pociągnęłam klameczkę do góry, ale ani drgnęła. Użyłam mojej wampirzej mocy, ale to również nic nie dało. Zdmuchnęłam warstwę kurzu i zauważyłam napis: "przeznaczone dla mojej ukochanej. Kluczem moc zawarta w jej sercu".
- Uccisione Immediata. - wyszeptałam, a w piwnicy rozległ się dźwięk otwierania zamka. Ponownie pociągnęłam za klameczkę do góry, tym razem skrzynia się otworzyła. W środku była szkatułka, a w niej medalion. Medalion był w kształcie dwóch smoków, układających się w serce. Jeden czarny, drugi biały.
 

"Abaddon należy do Azraela, a Azrael do Abaddona." Wspomnienia zaczęły wracać.

czwartek, 14 marca 2013

"I'm a Vampire!" #06/15

#06
 
    Gdy już wreszcie doszłam na górę zobaczyłam samotnie siedzącego Jacka, na przewróconym pniu od drzewa. Uśmiechnęłam się do siebie na jego widok, jednak głowę zaprzątały mi myśli o tym, o czym mówił profesor Blake. Wróciłam do teraźniejszości.
- Cześć. Długo czekasz? - usiadłam obok. Miał na sobie czarny płaszcz, zimowe traperki i jak zawsze jedwabny szalik.
- Hej. Nie. Będzie jakoś 10 minut. - powiedział. Następne pięć minut przesiedzieliśmy w dołującej ciszy, aż on postanowił przemówić.
- Nie będę cię oszukiwał. Nadal coś czuję do Cassie. Kocham ją i chcę przy niej być.
      Zmienił się. To nie był on. Z dnia na dzień nie zmienił by zdania. Chyba że..
- Jack. Możesz ściągnąć szalik?
- Nie!!
- Dlaczego?
- Nie i już.
- No dobrze. - udawałam, że zakończyłam temat, kiedy nagle sprawnym i szybkim ruchem rozwiązałam i zdjęłam szal z jego szyi.
    Tego się właśnie obawiałam. Miał dwie małe ranki na szyi - ślady po zębach.
- Pojebało cię?! - wrzasnął i odskoczył ode mnie.
- Jack... - szepnęłam z troską i smutkiem.
- Nie ma Jack! Spadam stąd. Nie dzwoń. - i uczynił jak powiedział.
   Musiałam porozmawiać z Cassie. Musi zerwać ich więź. Ale to poczeka. Jack musi ochłonąć.
                                                                Teraz Abaddon.
 


"I'm a Vampire!" #05/15

#05
 
     Następnego ranka szybko zjadłam śniadanie, ubrałam się i pognałam na zebranie, o którym zresztą dnia poprzedniego zapomniałam. Tak jak mówiono - moja siła się zwielokrotniła. Myjąc zęby doprowadziłam do stanu zapalnego dziąseł, bo szorowałam nie zdając sobie sprawy z tego,  jaką dysponuję mocą. Podobnie było z biegiem - do zamku dotarłam w zaledwie dwie minuty. Na miejscu jeszcze nikogo nie było, więc postanowiłam usiąść i zaczekać. Podeszłam do pierwszej ławy po prawej stronie, dotknęłam czubkami palców wyryte imię Azrael i usiadłam.
    Sprawdzałam czy nie ma żadnego listu w mojej szufladzie, kiedy do fortecy weszła Angie.
- Hej. - powiedziała siadając obok. - Gdzie reszta?
-Nie wiem. - odpowiedziałam.
Nagle do fortecy wszedł profesor Blake. Pod pachą niósł jakąś teczkę, a w dłoni trzymał krzesło.
- Dzień dobry. - powiedział i postawił je przed nami.
- Dzień dobry. Gdzie są wszyscy? - zapytała Angie.
- Dziś chciałbym porozmawiać tylko z wami.
- O co chodzi?
- Przejdźmy od razu do rzeczy. Chodzi o wasze moce. W ty cyklu to wy obie przeważacie, macie więcej energii niż w poprzednich cyklach.  To znaczy Azrael i Siwa (czyt. Z  IWA) zawsze były silne, ale teraz.. Teraz szczerze mnie to niepokoi.
- Panie profesorze, ale skąd pewność, że Azrael to moje imię?!
- To bardzo proste. Gdybyś nie była Azraelem, nie mogłabyś usiąść na tym miejscu. Siadając nie na swoim miejscy poczułabyś ogromny ból. - odpowiedział na moje pytanie. Wolałam nie sprawdzać czy mówi prawdę.
- Obawiam się, że obie mogłybyście zagrozić wszystkim wampirom, nie mówiąc już o tym, jak byście przywołały Abaddona.
- Co to takiego?
- Nie co, tylko kto. Jak wiecie Azrael jest w posiadaniu Tablicy Życia, zatem włada życiem i śmiercią. Może kogoś odwołać, jak i przywołać. Abaddon to brat, ale i też mąż Azraela. W tej chwili jest w spoczynku.
- Jakim jest aniołem? Dobrym, złym? - zapytałam.
- Takim jak Siwa. Zniszczenia. Wszyscy troje jesteście rodzeństwem, tyle, że Abaddona i Azraela łączy szczególna więź. Nazwano was Trzema Aniołami Apokalipsy, kiedy dawniej sieliście piekło na Ziemi. Udało się was "nawrócić", ale od tamtej pory nigdy nie rodzicie się wszyscy troje w jednym cyklu. Dla bezpieczeństwa.
- No dobrze, ale nie rozumiem po co to spotkanie. - zbulwersowała się Angie.
- Żebyście obie były świadome swojej mocy. Jesteście wiele razy silniejsze od reszty.
- Ehh. - westchnęłam. - Jeśli to już wszystko, to śpieszę się do domu. - wstałam nie czekając na jego odpowiedź i wyszłam z fortecy. Za mną wstała Angie.
- Dowidzenia. - powiedziała i mnie dogoniła.
   Gdy oddaliłyśmy się trochę od zamku Angie rozpoczęła rozmowę:
- Słuchaj. Kim jest ten Abaddon? To znaczy wiem, nasz brat, trzeci Anioł Apokalipsy, ale nie wyczuwam jego duszy, w żadnym ze światów, ani portali.
- Zamierzam się tego dowiedzieć.
- Jak?
- Przecież mieszkamy w tych samych domach od zawsze, tak?
- No.
- A on był e mną związany. Muszę znaleźć coś, co do niego mogło należeć, a wtedy cofnę się do wspomnień.
- Dobrze myślisz.
- Dam ci znać wieczorem, bo teraz jestem umówiona z Jackiem.
- Jasne. To cześć!!
- Cześć. - Powiedziałam i skręciłam w stronę wzgórza Wysokich Traw.
 
 
* * *
 
Tajne zapiski archiwum wampirów
 
Cloudia Settner znów skarży się na koszmary senne.
Tym razem z rysopisu wynika, że prześladuje ją anioł zniszczenia
(Papier zbyt przetarty, aby odczytać imię)
 
 
Anioł leci na białym koniu z Kosą Śmierci.
W śnie nic nie mówi.
Mężczyzna nie daje dziewczynie spokoju.
W pogotowiu nie wiedzą co robić.
 
ZAPIS Z DNIA: 23 MAJ 981 ROK


poniedziałek, 11 marca 2013

"I'm a Vampire!" #04/15

#04
 
    Przekraczając kluczyk w zamku poczułam zapach pierogów ruskich zapiekanych na patelni z cebulką i kiełbasą. Otworzyłam drzwi i wieszając płaszcz na wieszaku zdjęłam brązowe kozaczki na koturnie.
- Już jestem! - krzyknęłam w głąb domu. Mieszkałam w jednym z pięciu jedno piętrowych bliźniaków. W środku było zwyczajnie. Nie było biednie, ani bogato. Na górze trzy sypialnie, na dole duży przedpokój, salon połączony z kuchnią i łazienka.
- W sam raz na kolację - usłyszałam jedwabny głos mamy. Moja mama była ładna. Jak na swój wiek wyglądała bardzo młodo. Duże, szare oczy, brązowe włosy do pasa. - Robię pierogi. Ile zjesz? 
- Osiem poproszę. - krzyknęłam i poszłam przemyć ręce. Okręciłam ciepłą wodę, wylałam mydło
i zaczęłam szorować. Gdy już skończyłam, podniosłam głowę i spojrzałam do lustra. Moje czarne, długie włosy były oklapłe, źle ułożone, a z boku nawet odstawał kosmyk. Na twarzy bladej jak ściana malowało się zmęczenie. W brązowych oczach migały czerwone kropki. I właśnie teraz poczułam bardzo silne deja vu. Pamiętałam te oczy. Zaczęła się przemiana.
    Wyszłam niepewnie z łazienki i skierowałam się do salonu.
- Nakryjesz do stołu?
- Jasne. - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam biały obrus z szuflady. Rozkładając go, sięgnęłam po wazon z margaretami i postawiłam na środku stołu. Później wzięłam drewniany krążek i postawiłam przy prawej krawędzi stołu - miejsce na patelnię, po czym rozłożyłam sztuczce i talerze - dla mnie i dla mamy.
   Zapach dochodzący z patelni zaostrzał moje zmysły. Mama podeszła do stołu i położyła rozgrzaną patelnię na spodku. Zdjęła biały fartuch i przerzuciła przez kaloryfer w kuchni.
- Smacznego. - powiedziałam, gdy usiadła przy stole.
- Smacznego. - odpowiedziała z uśmiechem. - Jak było na zebraniu?
- Jakim zebraniu? - zapytałam zdenerwowana.
- No, wampirów. Miało się dzisiaj odbyć. - powiedziała wkładając pieroga do ust.
- Eee.. ale..
- O wszystkim wiem, przecież sama jestem wampirzycą. Moje imię to Serafiel, jestem aniołem pieśni i mam 114 lat - powiedziała. - A ty znasz już swoje imię? - zapytała z zaciekawieniem. Zastanowiłam się chwilę, czy nie skłamać, ale jednak po chwili przyznałam:
- Azrael.
- Azrael? - zapytała z nie dowierzaniem. - Azrael?! - powtórzyła.
- Azrael. - przytaknęłam, a ona wypuściła widelec z rąk.
- Przydzielili mi Azraela!? Matko Boska.
- Jak to.. przydzielili.. - zapytałam.
- Nie mówili ci o tym? No dobrze, przygotuj się.
- No? - spytałam zaciekawiona.
- Nie jestem twoją matką. Nikt z nas nie ma rodziny, wampiry się nie rozmnażają.
- To nie jest śmieszne. - powiedziałam ignorując ją. - Dziękuję. - wstałam od stołu i skierowałam się ku górze.
   Wchodząc do pokoju poczułam silny powiew wiatru, a zaraz po tym przed oczami zrobiło mi się ciemno. Usłyszałam tylko cichy szept. Coś po japońsku, może koreańsku. Po chwili wszystko wróciło do normy. Zwaliłam to na przemianę i włączyłam komputer. Włączając Skype zauważyłam, że Jack jest dostępny, ale nie zamierzałam do niego dzwonić. "Jeżeli mu zależy, to sam zadzwoni." -
- pomyślałam i z ciekawości weszłam na Facebooka. Na stronie głównej Candall Cassidy ("gwiazdka" szkoły, blondyna z wielkimi cyckami i bogatymi rodzicami, także wampirzyca) napisała: "Oh . ! TEn ZaMeK . ! < 33333 bYłO CuDOOOOFfffnie . ! : 33 mmm .. I TeN sMaK CZeRwOnej uBStAncJi ! Cassie ! KiEdY pOwTóRka .?! < 3333" <- 48 Like!
Przyjaciółeczka Cassie trochę przesadziła. Nie powinna była pisać takich rzeczy. Chwilę się zastanowiłam. Przecież Cassie nie było na zebraniu. Candall pożywiła się własną przyjaciółką?
   Wszyscy oprócz mnie i Angie zalajkowali. Moje przemyślenie przerwał dźwięk dzwoniącego Skype. Dzwonił Jack.
- Witam, witam, cześć i czołem! - usłyszałam, a po chwili go zobaczyłam. Nadal miał na sobie ten jedwabny szalik, który tak cudownie pachniał.
- No cześć. - powiedziałam niepewnie, włączając kamerkę. - Co u Cassie? - zapytałam z grzeczności.
- Dobrze, jej mama czuje się lepiej. Katie wybacz mi, ale nie mam za dużo czasu. Muszę się zająć małym kuzynem. - powiedział biorąc małego bobasa na ręce.
- Nie ma sprawy. Ale słodziutki! Cześć maluszku. - uśmiechnęłam się do kamerki, a dziciaczek odwzajemnił mój uśmiech.
- Katie.. słuchaj. Co teraz będzie? No wiesz.. z nami.
- A chcesz żeby coś było?
- Jasne, że chcę.. Ale jest coś takiego co mnie blokuje.. nie umiem tego nazwać.
- Może się jutro spotkamy i normalnie pogadamy? - zaproponowałam.
- To chyba dobry pomysł. Gdzie chcesz się spotkać?
- Myślałam o wzgórzu Wysokich Traw.
- To tam w lesie, tak?
- Mhm.
- Ok. To widzimy się jutro o 15. Pasuje?
- Pasuje. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - powiedział, a ja rozłączyłam rozmowę i wyłączyłam komputer.
 
 
* * *
 
Tajne zapiski archiwum wampirów
Kartka odnaleziona po pożaże w strym archiwum.
Zapis najprawdopodobniej z roku 981.
 
 


"I'm a Vampire!" #03/15

#03
 
      Szłam powoli, przez ciemny las w stronę domu. Najdziwniejsze jest to, że się nie bałam. Świadomość podpowiadała mi, że to wszystko dookoła powinno bać się mnie. O czym myślałam? O Jacku i Cassie oczywiście. Byłam zazdrosna, choć tak naprawdę nie miałam prawa. Byli ludźmi. Ja nie. Powoli dochodziłam do domków prywatnych. Zaczęły pojawiać się pojedyncze latarnie. Choinki ogrodowe migały. Nadchodziły święta Bożego Narodzenia. Za mną szła mała grupka chłopaków. Równie jak ja wracali z zebrania. Trzech z nich było po stronie światła, a jeden ciemności. Wyczuwałam ich moce i aury. Zaciekle dyskutowali na temat zebrania. Przekomażali się, czy światło jest silniejsze od ciemności i na odwrót. Nagle jeden z nich krzyknął:
- EEEE! Azrael! Może przyłączysz się do rozmowy? - zatrzymałam się, ale nie odwróciłam głowy w ich kierunku. Po chwili dotrzymali mi kroku.
- Nie mam na imię Azrael - warknęłam. Znałam ich z przerw w szkole. Vincent, Bob, Gary i Ed. Czyli przygłupy, wydurniający się całe życie.
- Tak więc jak do panienki mamy się zwracać? - zapytał wysoki szczupły blondyn z włosami na "skejta" - Ed.
- Kathrine, Katie. Jak kto woli.
- Tak więc Katie. - Powiedział Gary. - Światło czy ciemność. Co silniejsze?
- Chyba ktoś nie uważał na zebraniu. Hallo. Yin i Yang. Równowaga sił. - powiedziałam znudzona.
- Ah! Jeszcze ci wspomnienia nie wracają? Ja w moich widziałem, że w każdym cyklu jedna, czy dwie osoby decydują, a szale się przeważają.. Zawsze jest inaczej. - Zabłysnął Bob.
- Jak sprawiliście, że wspomnienia zaczęły wracać? - zapytałam lekko speszona.
- Wiesz to zależy. Wystarczy jakieś wydarzenie, albo rzecz, którą kiedyś "posiadałaś" w poprzednim cyklu.
- Mmm.. - zaczęłam kopać kamyk leżący na chodniku.
- Masz jeszcze jakieś pytania? - zapytał Ed.
- W sumie to tak.. Jak to jest z pożywieniem?
- O! To jest super! Bierzesz takiego delikwenta, wbijasz się w niego i pijesz. Później jest fajna faza,
jak byś ćpała. Masz dużo energii i na wszystko masz ochotę. No i dobre jest to, że człowiek po pożywieniu się do ciebie przywiązuje, stara się z tobą przyjaźnić,  jest na każde twoje zawołanie...
Uwolnić go może tylko twój rozkaz. Jest super. - Powiedział Vincent.
- No. - Przytaknął Gary.
- Słuchaj Katie, my tu skręcamy, zobaczymy się za tydzień w szkole.
- To do zobaczenia. - uśmiechnęłam się.
-HEEEJ. - Odpowiedzieli hurem i skręcili w wąską uliczkę.
   A więc to tak było.. Zaczęłam się poważne zastanawiać ile w naszej szkole jest prawdziwych przyjaźni, a ile tych polegających na krwi. Nim się zorientowałam byłam już pod domem.

sobota, 9 marca 2013

PROLOG 2: "I'm a Vampire!" #02

#02  

   Wnętrze fortecy było jeszcze piękniejsze. W tle było słychać ciche przygrywanie na wiolączeli.
Z wysokiego, malowniczego sufitu zwisała wielka lampa gotycka z sześcioma dużymi świecami, które płonęły czerwonym jak krew ogniem. Po prawej stronie były ustawione czarne, długie ławy, a po lewej identyczne, tyle że białe. Do mównicy stojącej na środku prowadził czerwony dywan.  Za mównicą znajdował się mały ołtarzyk nad którym wisiała podobizna Zbawiciela, taka jak w Rio de Janeiro na górze Corcovado. Wszystkie ławki były zajęte, tak jak by liczono miejsca. Dojrzałam Angie w pierwszej ławce po prawej stronie machającą do mnie. Szybko do niej podeszłam i spojrzałam na ławkę:
"Katherina Angelina Clark ┼ Azrael ┼"
Przeciągnęłam wzrok na wizytówkę Angie:
"Angelina Katherina Rhingher ┼ Siwa ┼"
(Zapomniałam wspomnieć, że dziwnym trafem mamy te same imiona)
- Co oznaczają te imiona w krzyżach? - zapytałam lekko speszona.
- Hmm.. W sumie to jeszcze nic nie mówili. Cały czas na ciebie czekaliśmy. Obecność obowiązkowa.
Lekko się zarumieniłam i nie wiedząc co mam robić bez namysłu kiwnęłam głową do profesora stojącego przy mównicy. Mrugnął do mnie i nabrał powietrza do ust.
- Witaj Azraelu, cieszę się, że dołączyłaś. - patrzył prosto na mnie - Skoro jesteśmy już w komplecie,
możemy zaczynać. Na tych spotkaniach dowiecie się, jakie posiadamy zdolności, co nas odstrasza, a co przyciąga naszą uwagę. Jak się bronić przed różnymi efektami wampiryzmu i nie tylko. Wyjaśnienie waszych imion znajdziecie w półeczkach ukrytych pod waszymi siedzeniami.
   Sięgnęłam palcami pod ławkę i faktycznie wyczułam mały guzik. Lekko pchnęłam go do przodu, a po kilku sekundach wysunęła się mała półeczka z miejscem na kopertę. Wyciągnęłam mały prostokącik i otworzyłam.
"Azrael - Anioł Śmierci; strzeże tablicy, na której zapisane są imiona i losy ludzi, którzy żyją,
żyli i żyć będą - od pierwszej pary, aż do końca świata. Azrael jest wcieleniem zła. Moc specjalna: uccisione immediata. Miecz: spada sopportare il dolore"

 Ja zła? Nie mogłam w to uwierzyć. Nawet nie chciałam.. Nie rozumiałam jak to możliwe. Jak człowiek, który kocha bliźnich może być zły? Musiała zajść jakaś pomyłka. A co oznaczały te wszystkie słowa? Nie uczyłam się włoskiego. Tylko jeden rok, w podstawówce, więc nic z tego nie rozumiałam. Jaka moc? Jaki miecz? Stwierdziłam, że później to wyjaśnię. Spojrzałam na kartkę Angeliny.
"Siwa - Anioł Zniszczenia. Jest panią wszystkich portli, strzeże ich, między niebem, ziemią i piekłem.
Jest również aniołem ciemności. Moc: nebbia nera provoca una morte lenta e dolorosa. Miecz: portali spada nera."

Nie lepiej. Ona też miała być po stronie ciemności. Na szczęście nie byłam sama. Moje przemyślenia przerwał profesor:
- Zostaliście podzieleni według Yin i Yang. Jest was tu dokładnie pięć dziesięciu. No może z wyjątkiem jednej osoby, której wypadło coś naprawdę bardzo ważnego. No, ale nie odbiegając od tematu. Dwudziestu pięciu z was jest aniołami światła, a druga połowa ciemności. Wszystko zachowuje równowagę. Ale skoro już wiecie kim jesteście przejdźmy do kolejnej rzeczy dla nas dziś ważnej. Mianowicie chodzi o pragnienie. Pragnienie krwi będzie w was cały czas. I nie jest tak, że krew jest dla nas zakazana. Wręcz przeciwnie. Nie musicie obawiać się chorób. Nasz rodzaj nie choruje. Jak się pożywić? To bardzo proste: zęby same się wysuwają gdy tylko poczujecie pragnienie krwi. Wbijając kły wstrzykujecie danej osobie "jad" sprawiający, że rana zagoi się w ciągu 48 godzin, a sam człowiek będzie pamiętał tylko tyle, że chciało mu się spać, a później, że to wszystko nie miało miejsca. To wszystko dzieje się bardzo szybko. Rozumiem, że teraz niektórym z was może wydawać się to obrzydliwe, ale sami się przekonacie, każdy z osobna, że nawet obrzydzenie nie stanowi dla nas problemu. Kolejną sprawą są zmysły. Dziś jest dzień, w którym wszyscy stajecie się wampirami. Może wam się wydawać, że to głupie, ale kiedyś już nimi byliście. Żyjemy 300 lat, a gdy te lata już upłyną wchodzimy w "śpiączkę" na 125 lat. Gdy ten czas upłynie rodzimy się na nowo. Jednym wyjątkiem jest wybuch wojny, wtedy wszyscy wstajemy, aby walczyć o swoje. Wyjątek ten w dzisiejszych czasach jest wykluczony. Wasze wspomnienia będą wracać od dnia dzisiejszego, aż do dnia w którym skończycie 25 lat i w pełni będziecie władać wspomnieniami i mocami. Dobrze. Znowu odbiegamy od tematu. Jednym z naszych zmysłów jest słuch. Słuch od dziś będzie się polepszał, a gdy już skończycie te 25 lat będziecie zdolni słyszeć z odległości kilkunastu kilometrów. Węch podobnie, jak ze słuchem. Wzrok również. Ciemność nie stanowi dla nas problemu. Widoczność identyczna jak za dnia. Wasza siła zostanie dziś o północy zwielokrotniona. Zatem proszę, abyście cały jutrzejszy dzień uważali, aż przyzwyczaicie się do nowej mocy. O mocach porozmawiamy na kolejnym zebraniu, do do którego same się ujawnią. Dziękuję za uwagę. Aha! Nikomu o tym nie mówcie. Jeżeli ktoś zdradzi sekret będzie zmuszony szybciej zakończyć cykl, lub co gorsze zostanie skazany na los  Azraela. I pamiętajcie, że światło, czosnek, woda święcona czy też krzyże na nas nie działają. - nic z tego nie zrozumiałam, ale cieszyłam się że nareszcie skończył. Odłożyłam karteczkę do półeczki z wyrytym imieniem "Azrael" i pobiegłam za profesorem wychodzącym z katedry. Nastała ciemność. Minęła zaledwie godzina, a na zewnątrz było już ciemno. Uroki zimy.
- Panie profesorze! - krzyknęłam za mężczyzną wchodzącym w głęboki las. - Proszę zaczekać!
- Tak?
- Musiała zajść jakaś pomyłka. - dotrzymałam mu kroku, mijając wysokie, chude drzewa rosnące na każdym kroku. - Ja nie mogę być zła. Nie czuję nic, co mogłoby powodować, abym należała do ciemnej strony.
- Azraelu.
- Mam na imię Katie.
- Tak, Katie. Z czasem sama to zrozumiesz. Na chwilę obecną nie mogę ci pomóc.
- Ale.. - próbowałam dowiedzieć się czego kolwiek. - Co oznaczają te moce, miecze..
- Z czasem sama to pojmiesz. - powiedział i nie minęło dziesięć sekund, jak zmienił się w czarnego kruka i odleciał w ciemność. Czas wracać do domu.

* * *
 
Tajne zapiski archiwum wampirów
Cloudia Settner od miesiąca skarży się na koszmary senne, w
których pokazuje jej się anioł ciemności. Z rysopisu wynika, że jest
to Azrael. W tym śnie anioł najpierw woła:
"Chodź do mnie", a później przeraźliwie krzyczy. Kobieta
nie daje dziewczynie spokoju. Cloudia cierpi na bezsenność.
Zapis z dnia: 19 mar. 981 rok
 
ZAŁĄCZNIK:
 
 



piątek, 8 marca 2013

PROLOG 1: "I'm a Vampire!" #01

#01

 Byłam wampirem. Przez kolejne dwa dni odbywać się miały zebrania, jednak nikt z nast tak naprawdę nie wiedział kto jest wampirem, a kto nie. Każdy wiedział tylko o sobie. To wszystko wydawało mi się śmieszne, nawet uznałam to za ciekawy i pomysłowy kawał. Nie dalej jak miesiąc temu otrzymałam anonimowy list z  "Kodeksem Banku Krwi". Ten do końca rozwiał moje podejrzenia, że to kawał. Wszystko, co było w nim zawarte je rozwiało.Trwały właśnie ferie zimowe. W tym roku pogoda wyjątkowo dopisywała. Śniegu było po kolana, ale jakoś specjalnie zimno to nie było. Idąc za grupką uczniów z naszej szkoły, na "test" aby wykryć kto jest jednym z nas rozmawiałam z moją najlepszą przyjaciółką - Angie. Rozmawiałyśmy o chłopcu idącym kilka metrów przed nami. Miał na imię Jack (czytaj DŻAK!). Dołeczki pojawiające się na jego policzkach gdy się uśmiechał, niebieskie oczy, smukły, zadarty nos, kasztanowe włosy, śnieżno-biała cera i malutki pieprzyk na lewym policzku przyciągały wzrok nie tylko dziewcząt, ale też chłopców, którzy mu zazdrościli boskiej urody (choć nigdy żaden z nich nie odwarzył się tego przyznać). Powiedzmy sobie szczerze. Byłam w nim zakochana. Nie było tak, że nie zwracał na mnie uwagi. Był typem podrywacza. Czasem się do mnie uśmiechnął, przechodząc dotkną ramienia albo musnął opuszkami palców po plecach, albo dłoni. Bardzo starałam się nie pokazywać mu tego, że go pragnę. Nie mogliśmy być razem. Nie i koniec. 
    Po pewnym czasie dotarliśmy na miejsce. Bynajmniej tak mi się wydawało. Moim oczom ukazał się wielki zamek z śniegu. Co mnie bardzo zdziwiło - błyszczał wszystkimi kolorami tęczy. W otwartych wrotach (bo zwykłymi drzwiami nie można było tego nazwać)  nie było nic widać oprócz białego światła dającego po oczach.
- Jesteśmy na miejscu. - Powiedział profesor Blake, prowadzący nas od początku.
1/4 uczniów stała jak zaklęta - podziwiali fortecę. A reszta? Awanturowała się po co ich tu przyprowadzono.
-Wow! - krzyknęła Angie. Odetchnęłam z ulgą. Tak jak ja była młodą, szesnastoletnią wampirzycą.(Skoro widziała zamek oznaczało to, że ma wzrok nieśmiertelnych,bo śmiertelnicy widzieli tylko kupę śniegu)
- Widzisz to? - spytałam dla pewności.
- Katie! Ten zamek jest niesamowity! - wykrzyczała, a wszyscy dookoła zwrócili się w naszą stronę włącznie z Jackiem.
- Jaki zamek? - zapytał chłopak.
Więc on nie widział zamku. Nie był jednym z nas. Bardzo mnie to zabolało. Nagle wszystko się zmieniło. Musiałam mu powiedzieć co czuję, choć zabroniona była miłość miedzy człowiekiem, a wampirem. W tej chwili mnie to nie obchodziło. Nie interesowało mnie zebranie. Liczył się tylko on. Wszyscy, którym było to dane weszli do zamku, a reszta się rozeszła. W polu na środku lasu zostałam tylko ja i on. No i Angie czekająca na mnie. Ponieważ my - nieśmiertelni potrafiliśmy przekazywać sobie myśli powiedziałam Angie: "DOGONIĘ CIĘ", a w odpowiedzi otrzymałam krótkie "OK" i dziewczyna znikła w białym świetle wydobywającym się z fortecy.
- Jack słuchaj. Musimy porozmawiać.
- Cu wy tu widzicie? Ja widzę tylko las i górę śniegu..
- To nie jest teraz ważne.
- No dobrze, mów. - sięgnął swoją po moją dłoń wiszącą wcześniej bezwładnie wzdłuż ciała.
W jednej chwili całe moje ciało przeszył dreszczyk podniecenia. Pierwszy raz poczułam coś takiego. Patrzył mi prosto w oczy.
Słyszałam krew szumiącą w każdej z żył jego ciała, serce bijące bardzo szybko, a nawet tlen transportowany przez płuca. Puczułam też
mały bół w zębach. Zaostrzały się. Szybko wyciągnęłam swoją dłoń z jego uścisku i odwróciłam się do niego plecami. Nie mogłam nad tym zapanować.. To uczucie górowało nade mną.
- Co jest? - zapytał zmieszany.
"Wdech, wydech. Spokój..." - powtarzałam sobie w głowie, aż wszystko ustało. Odwróciłam się do Jacka i tym razem to ja go wzięłam
za rękę.
- Nic.. Ja po prostu nie wiem...  nie wiem jak mam ci to powiedzieć.. - wystękałam.
- Może po prostu walnij z mostu? - uśmiechnął się. Dołeczki w policzkach. Jak ja to kochałam...
- To nie takie proste.
- Dobrze, porozmawiamy jak będziesz gotowa.
- Nie. Chcę dziś.
- No to mów!
- Słuchaj nie wiem czy ci się to spodoba czy nie, ale...   darzę cię wielkim uczuciem. I to nie od dziś. Starałam się to jakoś wyłączyć, zlikwidować, ale nie potrafię. Nie mogę. Kiedy mnie dotykasz, wszystko we mnie pulsuje, tak jak bym urodziła się na nowo. - opuściłam
głowę, iż nie bardzo wiedziałam jak się zachować. Bałam się jego reakcji. Strasznie.
Nagle dwie dłonie uchwyciły moje policzki i przyciągnęły do siebie. Usta Jacka Darvilla i moje złączyły się w pocałunku. Z oczu popłynęły  mi łzy. Łzy szczęścia, a zarazem smutku. Smutku ponieważ dobrze wiedziałam, że nie kazane nam jest być razem.
"Walić ten cały kodeks. KOCHAM GO." - pomyślałam.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał zmartwiony.
- Tak bardzo Cię kocham... - wyszeptałam, a on przetarł palcami moje policzki.
- Od jakiegoś czasu było inaczej. Chciało mi się chodzić do szkoły. Wyczekiwałem przerw. Teraz już wiem dlaczego. Chciałem ciebie zobaczyć. Dotknąć, sprawdzić, czy na prawdę istniejesz...
- Wiesz.. - nie dokończyłam zdania, bo jego telefon zaczął dzwonić. Na wyświetlaczu pojawił się napis "Cassie". Jego była dziewczyna, a teraz przyjaciółka. Nigdy nie mogłam zrozumieć jak można ze sobą zerwać i nadal być przyjaciółmi.
- Przepraszam. - i odebrał.
Nie rozmawiali długo, ale po rozmowie wywnioskowałam, że za chwilę mnie opuści. Musi coś załatwić. Obawiałam się jednej rzeczy: że zapomni o tym wszystkim a nazajutrz będzie jak dawniej. Uśmieszki, klepanie po plecach i to wszystko. Z resztą. Co ja sobie mówiąc mu to? W jednej chwili zaczęłam żałować tego co zrobiłam. Przecież to Jack, może mieć każdą. Westchnęłam.
- Słuchaj Katie - Powiedział, a ja się zdziwiłam, że w ogóle pamięta jak mam na imię... To wszystko bez sensu. Co ja zrobiłam? -
- ja muszę iść. Matka Cassie trafiła do szpitala, ktoś musi przy niej być. Wybacz mi, zadzwonię wieczorem, bądź na skype.
- Jasne, nie ma sprawy. - Chwilę poczekałam, aż jego sylwetka zniknie za drzewami i weszłam do Śnieżnej Fortecy.