#01
Byłam wampirem. Przez kolejne dwa dni odbywać się miały zebrania, jednak nikt z nast tak naprawdę nie wiedział kto jest wampirem, a kto nie. Każdy wiedział tylko o sobie. To wszystko wydawało mi się śmieszne, nawet uznałam to za ciekawy i pomysłowy kawał. Nie dalej jak miesiąc temu otrzymałam anonimowy list z "Kodeksem Banku Krwi". Ten do końca rozwiał moje podejrzenia, że to kawał. Wszystko, co było w nim zawarte je rozwiało.Trwały właśnie ferie zimowe. W tym roku pogoda wyjątkowo dopisywała. Śniegu było po kolana, ale jakoś specjalnie zimno to nie było. Idąc za grupką uczniów z naszej szkoły, na "test" aby wykryć kto jest jednym z nas rozmawiałam z moją najlepszą przyjaciółką - Angie. Rozmawiałyśmy o chłopcu idącym kilka metrów przed nami. Miał na imię Jack (czytaj DŻAK!). Dołeczki pojawiające się na jego policzkach gdy się uśmiechał, niebieskie oczy, smukły, zadarty nos, kasztanowe włosy, śnieżno-biała cera i malutki pieprzyk na lewym policzku przyciągały wzrok nie tylko dziewcząt, ale też chłopców, którzy mu zazdrościli boskiej urody (choć nigdy żaden z nich nie odwarzył się tego przyznać). Powiedzmy sobie szczerze. Byłam w nim zakochana. Nie było tak, że nie zwracał na mnie uwagi. Był typem podrywacza. Czasem się do mnie uśmiechnął, przechodząc dotkną ramienia albo musnął opuszkami palców po plecach, albo dłoni. Bardzo starałam się nie pokazywać mu tego, że go pragnę. Nie mogliśmy być razem. Nie i koniec.
Po pewnym czasie dotarliśmy na miejsce. Bynajmniej tak mi się wydawało. Moim oczom ukazał się wielki zamek z śniegu. Co mnie bardzo zdziwiło - błyszczał wszystkimi kolorami tęczy. W otwartych wrotach (bo zwykłymi drzwiami nie można było tego nazwać) nie było nic widać oprócz białego światła dającego po oczach.
- Jesteśmy na miejscu. - Powiedział profesor Blake, prowadzący nas od początku.
1/4 uczniów stała jak zaklęta - podziwiali fortecę. A reszta? Awanturowała się po co ich tu przyprowadzono.
-Wow! - krzyknęła Angie. Odetchnęłam z ulgą. Tak jak ja była młodą, szesnastoletnią wampirzycą.(Skoro widziała zamek oznaczało to, że ma wzrok nieśmiertelnych,bo śmiertelnicy widzieli tylko kupę śniegu)
- Widzisz to? - spytałam dla pewności.
- Katie! Ten zamek jest niesamowity! - wykrzyczała, a wszyscy dookoła zwrócili się w naszą stronę włącznie z Jackiem.
- Jaki zamek? - zapytał chłopak.
Więc on nie widział zamku. Nie był jednym z nas. Bardzo mnie to zabolało. Nagle wszystko się zmieniło. Musiałam mu powiedzieć co czuję, choć zabroniona była miłość miedzy człowiekiem, a wampirem. W tej chwili mnie to nie obchodziło. Nie interesowało mnie zebranie. Liczył się tylko on. Wszyscy, którym było to dane weszli do zamku, a reszta się rozeszła. W polu na środku lasu zostałam tylko ja i on. No i Angie czekająca na mnie. Ponieważ my - nieśmiertelni potrafiliśmy przekazywać sobie myśli powiedziałam Angie: "DOGONIĘ CIĘ", a w odpowiedzi otrzymałam krótkie "OK" i dziewczyna znikła w białym świetle wydobywającym się z fortecy.
- Jack słuchaj. Musimy porozmawiać.
- Cu wy tu widzicie? Ja widzę tylko las i górę śniegu..
- To nie jest teraz ważne.
- No dobrze, mów. - sięgnął swoją po moją dłoń wiszącą wcześniej bezwładnie wzdłuż ciała.
W jednej chwili całe moje ciało przeszył dreszczyk podniecenia. Pierwszy raz poczułam coś takiego. Patrzył mi prosto w oczy.
Słyszałam krew szumiącą w każdej z żył jego ciała, serce bijące bardzo szybko, a nawet tlen transportowany przez płuca. Puczułam też
mały bół w zębach. Zaostrzały się. Szybko wyciągnęłam swoją dłoń z jego uścisku i odwróciłam się do niego plecami. Nie mogłam nad tym zapanować.. To uczucie górowało nade mną.
- Co jest? - zapytał zmieszany.
"Wdech, wydech. Spokój..." - powtarzałam sobie w głowie, aż wszystko ustało. Odwróciłam się do Jacka i tym razem to ja go wzięłam
za rękę.
- Nic.. Ja po prostu nie wiem... nie wiem jak mam ci to powiedzieć.. - wystękałam.
- Może po prostu walnij z mostu? - uśmiechnął się. Dołeczki w policzkach. Jak ja to kochałam...
- To nie takie proste.
- Dobrze, porozmawiamy jak będziesz gotowa.
- Nie. Chcę dziś.
- No to mów!
- Słuchaj nie wiem czy ci się to spodoba czy nie, ale... darzę cię wielkim uczuciem. I to nie od dziś. Starałam się to jakoś wyłączyć, zlikwidować, ale nie potrafię. Nie mogę. Kiedy mnie dotykasz, wszystko we mnie pulsuje, tak jak bym urodziła się na nowo. - opuściłam
głowę, iż nie bardzo wiedziałam jak się zachować. Bałam się jego reakcji. Strasznie.
Nagle dwie dłonie uchwyciły moje policzki i przyciągnęły do siebie. Usta Jacka Darvilla i moje złączyły się w pocałunku. Z oczu popłynęły mi łzy. Łzy szczęścia, a zarazem smutku. Smutku ponieważ dobrze wiedziałam, że nie kazane nam jest być razem.
"Walić ten cały kodeks. KOCHAM GO." - pomyślałam.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał zmartwiony.
- Tak bardzo Cię kocham... - wyszeptałam, a on przetarł palcami moje policzki.
- Od jakiegoś czasu było inaczej. Chciało mi się chodzić do szkoły. Wyczekiwałem przerw. Teraz już wiem dlaczego. Chciałem ciebie zobaczyć. Dotknąć, sprawdzić, czy na prawdę istniejesz...
- Wiesz.. - nie dokończyłam zdania, bo jego telefon zaczął dzwonić. Na wyświetlaczu pojawił się napis "Cassie". Jego była dziewczyna, a teraz przyjaciółka. Nigdy nie mogłam zrozumieć jak można ze sobą zerwać i nadal być przyjaciółmi.
- Przepraszam. - i odebrał.
Nie rozmawiali długo, ale po rozmowie wywnioskowałam, że za chwilę mnie opuści. Musi coś załatwić. Obawiałam się jednej rzeczy: że zapomni o tym wszystkim a nazajutrz będzie jak dawniej. Uśmieszki, klepanie po plecach i to wszystko. Z resztą. Co ja sobie mówiąc mu to? W jednej chwili zaczęłam żałować tego co zrobiłam. Przecież to Jack, może mieć każdą. Westchnęłam.
- Słuchaj Katie - Powiedział, a ja się zdziwiłam, że w ogóle pamięta jak mam na imię... To wszystko bez sensu. Co ja zrobiłam? -
- ja muszę iść. Matka Cassie trafiła do szpitala, ktoś musi przy niej być. Wybacz mi, zadzwonię wieczorem, bądź na skype.
- Jasne, nie ma sprawy. - Chwilę poczekałam, aż jego sylwetka zniknie za drzewami i weszłam do Śnieżnej Fortecy.