#11
Obudziłam się na ziemi w ramionach jakiegoś chłopaka. Ledwo otworzyłam oczy, a już dojrzałam jego troskliwy wyraz twarzy. Kruczoczarne włosy, głęboko osadzone brązowe oczy, takie jak moje, błyszczały. Dostrzegłam kolejne podobieństwo: skórę również miał moją. Białą jak ściana, koloru kości słoniowej. Jego twarz była bardzo męska, mocno zarysowana kośćmi policzkowymi.
- Gdzie jest.. - wyszeptałam.
- To ja. - powiedział, a jego łza spłynęła po policzku i bezszelestnie opadła na moją szyję, którą nadal trzymał. Dostrzegłam obok uśmiechniętą przyjaciółkę. Dopiero teraz zauważyłam, że jesteśmy w ciemnym lesie. Dotknęłam dłonią bolącego czoła.
- Udało ci się. - powiedziała Angie.
- Ale co? - zapytałam ledwo przytomna - i kim ty jesteś.. - skierowałam pytanie do chłopaka.
- Twoim bratem.
Stanęłam na równe nogi i rzuciłam się mu na szyję. Łzy leciały po moich policzkach, u niego było podobnie. Chwycił mnie za ramiona i pocałował.
- Udało mi się..
- Tak.
- Dobra, słuchajcie robi się późno, musimy lecieć. - odezwała się Angie.
- Tak masz rację. - stwierdziłam.
Chłopak przemienił się w Anioła - Abaddona.
- Co ty robisz?
- No, lecimy, nie? - powiedział.
- Ona nie to miała na myśli.. - cicho się zaśmiałam - ale w sumie, czemu nie? - przemieniłam się w Azraela, a po mnie Angie w Siwę.
- No to lecimy.
Machnęłam skrzydłami i zdziwiłam się, że są aż tak potężne. Wzniosłam się w powietrze, a oni zaraz za mną. Lecieliśmy tak wysoko, że nawet nie byłam w stanie oszacować wysokości. Moja suknia tańczyła na powietrzu, a we włosach czułam przyjemny wiatr. Abaddon chwycił mnie za rękę, a gdy moja przyjaciółka skierowała się w stronę swojego domu, my popłynęliśmy gładko w stronę domu Clarków.
- Wiesz, że będziemy musieli wymyślić ci imię?
- To nie będzie potrzebne, wszystko już mam. - powiedział kiedy wylądowaliśmy przed domem, w którym nasza rodzina mieszkała od wieków. Przynajmniej w tym miejscu.
- Hmmm? - zdziwiłam się.
Brat zmienił się spowrotem w człowieka i wyciągnął z małej nerki dowód tożsamości. Podał mi go uśmiechnięty.
"Ryan Collins"
- Collins?
- No, żeby nie było dziwne, że jestem z tobą, a jesteś moją siostrą..
- Collins. Ciekawie brzmi. Katie Collins.
- Wchodzimy?
- Jasne.
Skierowaliśmy się w stronę drzwi wejściowych. Nacisnęłam klamkę, ale drzwi były zamknięte.
- Co jest? - zapytał.
- Matka pewnie wyszła do sklepu, czy coś.. - sięgnęłam do kieszeni płaszcza po mały klucz i otworzyłam drzwi.
- Kto się tobą zajmuje w tym cyklu?
- Emm.. Cornelia Clark.
- Anioł?
- Serafiel.
- Hahaha. Żartujesz.
- Nie.. Co w tym takiego? - zaczęłam ściągać kurtkę i buty.
- Serafiel pilnuje Azraela? To głupie. Serafiel nie da rady. Z resztą już pewnie zauważyłaś, że jesteś silniejsza..
- Tak, miałam okazję się przekonać.
- Słuchaj, dobrze by było, gdyby ona nie wiedziała, że tu jestem.
- A nie może cię wyczuć?
- Nie.. Abaddona nie można wyczuć. Chyba, że jest ktoś ze mną związany, jak ty.. - wyszeptał i musnął ustami moje usta. Zaczął obsypywać moją szyję delikatnymi, ale zarazem natarczywymi pocałunkami. Zsuną rękawek koszulki na dół, a potem ramiączko biustonosza. Całował ramię, rękę, aż doszedł do dłoni, którą na koniec mocno chwycił. Pociągną mnie w stronę schodów, a później sypialni. Szybko popchnął mnie na łóżko, po czym docisnął do mojego ciała, swoje ciało. Nasze nogi się splotły, a on powoli zsuwał mi bluzkę. Sprawnym, szybkim ruchem przeturlałam się i teraz to ja leżałam na nim. Zaczęłam całować okolice jego uszu, zagryzłam jego wargę i zaczęłam schodzić niżej. Wspólnie usiedliśmy. Był splecony moimi nogami, nie miał jak uciec. Całowałam jego klatkę piersiową, umięśniony brzuch i nadal schodziłam niżej.
Nagle usłyszałam dźwięk otwierania drzwi. Obróciłam się i zobaczyłam matkę. Szybko zarzuciłam koszulkę i z rumieńcem na twarzy wstałam.
- Ymm.. to jest Ryan i zostanie u nas przez jakiś czas.. - powiedziałam, a chłopak wstał i pocałował Cornelię w dłoń.
- Miło mi panią poznać.
- Mnie również... Katherino, mogę cię prosić?
- Ta..
Wyszłyśmy obie z sypialni i zeszłyśmy na dół.
- Słuchaj, to normalne, że już zaczynasz pić ludzką krew, ale nie jest normalne, że twój żywiciel ma z nami mieszkać..
- Wiesz co? - zapytałam. - Mam to w dupie!
- O nie moja droga, tak rozmawiać nie będziemy. - Cornelia skierowała się do góry, w stronę sypialni, a ja za nią. Ryan leżał rozbawiony na łóżku.
- Proszę opuścić mój dom. - brat się uśmiechnął. - Słyszysz?! Proszę wyjść!
- Nie. - powiedział.
- Słucham? - zapytała.
- Nie.
- O nie kolego.. - wzięła go za rękę i zaczęła ciągnąć z całej siły, ale on ani drgnął. Leżał i się śmiał.
- Co jest do cholery?
Abaddon stanął naprzeciwko niej i się przemienił. Na wszelki wypadek zrobiłam to samo i zagrodziłam drzwi. Cornelia zaklęła pod nosem, odwróciła się do drzwi w biegu, ale gwałtownie się zatrzymała gdy mnie zobaczyła.
- Co ty najlepszego zrobiłaś?!
- Coś, co powinnam zrobić dawno temu. Przy nim.. przy nim czuje się silniejsza, więcej pamiętam.
- Wiesz co cię czeka, jeżeli komuś coś powiesz? - zapytał Abaddon.
- Nie boję się was.
- A może powinnaś?
Matka przemieniła się w Serafiela.
- Nie wydam cię Abaddonie, dopóki nie zaczniecie czynić głupstw.
- Hahaha. My i głupstwa? Oszalałaś? Pozwolisz, że z wami zamieszkam, prawda?
- Mamy jeden wolny pokój..
- Wolę zamieszkać w tym. Aha i chcę, abyś zapisała mnie do Myflower.
- Ty, do szkoły?
- Tak, a teraz wybacz, w czymś nam przeszkodziłaś..










