piątek, 29 marca 2013

"I'm a Vampire!" #08/15

#08
 
   Stałam z nim za rękę na krawędzi przepaści. Objął mnie i pocałował w czoło. Chłodny powiew wiatru rozwiał moje włosy na wszystkie strony. Uśmiechnęłam się. Byłam szczęśliwa, że go mam. Pogładziłam jego policzek kościstą, białą jak ściana dłonią.
- Kocham cię. - wyszeptałam.
- Wiem.
  Nie musiał mówić, że mnie kocha. Miał mnie, a ja miałam jego. Od wieków, na wieki.
Ścisnął moją dłoń mocniej.
- Razem na zawsze? - zapytał.
- Razem na zawsze. - odpowiedziałam i oboje rzuciliśmy się w dół.
   Było lato. Okolica była piękna. Zielone drzewa, upalne słońce, czyste błękitne niebo. Spadaliśmy wtuleni w siebie nieco ponad minutę. Dostrzegłam, że lecimy do górskiego potoku. Z wielkim pluskiem wpadliśmy do wody. Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie zwykłą płachtę błękitnej tkaniny przewiązaną białym sznurkiem w pasie. On nie wyglądał lepiej. Dawne czasy.. Woda nie była ciepła jak powietrze, jednak nasze organizmy nawet tego nie odczuły. Rozejrzałam się dookoła. Po lewej stronie wznosiła się góra, na której przed chwilą staliśmy, a po prawej kilka drewniano-słomianych domków - mała wioska, która była naszym domem.
    Nagle strumień wody uderzył mnie prosto w twarz. To był mój brat. Nie pozostałam mu dłużna i po krótkiej chwili on również został opryskany.
Po dłuższej "zabawie" wyszliśmy z wody.
- Głodna?
- Hmm.. Troszeczkę. - skinęłam głową, a on objął mnie w pasie. Poczułam mały impuls przechodzący przez moje ciało. Nasza więź. Niezniszczalna miłość między naszym rodzajem. Szliśmy boso w głąb lasu. Wyczułam zapach człowieka. Po chwili dostrzegłam dziewczynę, przywiązaną do drzewa. Znałam ją z widzenia. Z sąsiedniej wioski. Cloudia? Tak, miała na imię Cloudia. Wydawała się być nieprzytomna, a z jej szyi sączyła się krew. Zawsze byłam uczulona na ten zapach. Wykorzystując moją wampirzą szybkość zbliżyłam się do niej i zaczęłam wysysać z niej życie. Kiedy już nie odczuwałam pragnienia odsunęłam się, aby mój ukochany też się pożywił. Gdy wreszcie skończył
(a był strasznie łapczywy, na małe, bezbronne dzieciaczki, kubeczki na życiodajną substancję) podeszłam do niego i zauważyłam spływające krople krwi z jego ust. Bez wahania je zlizałam, a on przyciągną mnie do siebie i spojrzał głęboko w moje oczy.
- Co tam widzisz? - zapytałam.
- Ciemność, miłość, zaufanie..
- Wiesz, że to ostatni dzień tego cyklu?
- Tak siostro, ale czy nie zobaczymy się za 125 lat?
- Boli mnie to, że będę musiała czekać tak długo. - odepchnął mnie w głąb lasu. Słyszałam szczęśliwy śpiew ptaków, cykanie świerszczy. Pchnął mnie prosto na wielkie drzewo, po czym z wampirzą szybkością zbliżył się i zaczął obsypywać moją szyję pocałunkami. Chwyciliśmy się za ręce, spletliśmy palce. Zamknęliśmy oczy, ale ich już nie otworzyliśmy. Został po nas czarny popiół. Nasz ostatni dzień.

* * *

Wspomnienie się zakończyło, a ja nagle poczułam silne przywiązanie do Abaddona.
Dopiero teraz go wyczułam. Czekał na mnie, a ja musiałam go wezwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz