poniedziałek, 11 marca 2013

"I'm a Vampire!" #03/15

#03
 
      Szłam powoli, przez ciemny las w stronę domu. Najdziwniejsze jest to, że się nie bałam. Świadomość podpowiadała mi, że to wszystko dookoła powinno bać się mnie. O czym myślałam? O Jacku i Cassie oczywiście. Byłam zazdrosna, choć tak naprawdę nie miałam prawa. Byli ludźmi. Ja nie. Powoli dochodziłam do domków prywatnych. Zaczęły pojawiać się pojedyncze latarnie. Choinki ogrodowe migały. Nadchodziły święta Bożego Narodzenia. Za mną szła mała grupka chłopaków. Równie jak ja wracali z zebrania. Trzech z nich było po stronie światła, a jeden ciemności. Wyczuwałam ich moce i aury. Zaciekle dyskutowali na temat zebrania. Przekomażali się, czy światło jest silniejsze od ciemności i na odwrót. Nagle jeden z nich krzyknął:
- EEEE! Azrael! Może przyłączysz się do rozmowy? - zatrzymałam się, ale nie odwróciłam głowy w ich kierunku. Po chwili dotrzymali mi kroku.
- Nie mam na imię Azrael - warknęłam. Znałam ich z przerw w szkole. Vincent, Bob, Gary i Ed. Czyli przygłupy, wydurniający się całe życie.
- Tak więc jak do panienki mamy się zwracać? - zapytał wysoki szczupły blondyn z włosami na "skejta" - Ed.
- Kathrine, Katie. Jak kto woli.
- Tak więc Katie. - Powiedział Gary. - Światło czy ciemność. Co silniejsze?
- Chyba ktoś nie uważał na zebraniu. Hallo. Yin i Yang. Równowaga sił. - powiedziałam znudzona.
- Ah! Jeszcze ci wspomnienia nie wracają? Ja w moich widziałem, że w każdym cyklu jedna, czy dwie osoby decydują, a szale się przeważają.. Zawsze jest inaczej. - Zabłysnął Bob.
- Jak sprawiliście, że wspomnienia zaczęły wracać? - zapytałam lekko speszona.
- Wiesz to zależy. Wystarczy jakieś wydarzenie, albo rzecz, którą kiedyś "posiadałaś" w poprzednim cyklu.
- Mmm.. - zaczęłam kopać kamyk leżący na chodniku.
- Masz jeszcze jakieś pytania? - zapytał Ed.
- W sumie to tak.. Jak to jest z pożywieniem?
- O! To jest super! Bierzesz takiego delikwenta, wbijasz się w niego i pijesz. Później jest fajna faza,
jak byś ćpała. Masz dużo energii i na wszystko masz ochotę. No i dobre jest to, że człowiek po pożywieniu się do ciebie przywiązuje, stara się z tobą przyjaźnić,  jest na każde twoje zawołanie...
Uwolnić go może tylko twój rozkaz. Jest super. - Powiedział Vincent.
- No. - Przytaknął Gary.
- Słuchaj Katie, my tu skręcamy, zobaczymy się za tydzień w szkole.
- To do zobaczenia. - uśmiechnęłam się.
-HEEEJ. - Odpowiedzieli hurem i skręcili w wąską uliczkę.
   A więc to tak było.. Zaczęłam się poważne zastanawiać ile w naszej szkole jest prawdziwych przyjaźni, a ile tych polegających na krwi. Nim się zorientowałam byłam już pod domem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz