#04
Przekraczając kluczyk w zamku poczułam zapach pierogów ruskich zapiekanych na patelni z cebulką i kiełbasą. Otworzyłam drzwi i wieszając płaszcz na wieszaku zdjęłam brązowe kozaczki na koturnie.
- Już jestem! - krzyknęłam w głąb domu. Mieszkałam w jednym z pięciu jedno piętrowych bliźniaków. W środku było zwyczajnie. Nie było biednie, ani bogato. Na górze trzy sypialnie, na dole duży przedpokój, salon połączony z kuchnią i łazienka.
- W sam raz na kolację - usłyszałam jedwabny głos mamy. Moja mama była ładna. Jak na swój wiek wyglądała bardzo młodo. Duże, szare oczy, brązowe włosy do pasa. - Robię pierogi. Ile zjesz?
- Osiem poproszę. - krzyknęłam i poszłam przemyć ręce. Okręciłam ciepłą wodę, wylałam mydło
i zaczęłam szorować. Gdy już skończyłam, podniosłam głowę i spojrzałam do lustra. Moje czarne, długie włosy były oklapłe, źle ułożone, a z boku nawet odstawał kosmyk. Na twarzy bladej jak ściana malowało się zmęczenie. W brązowych oczach migały czerwone kropki. I właśnie teraz poczułam bardzo silne deja vu. Pamiętałam te oczy. Zaczęła się przemiana.
Wyszłam niepewnie z łazienki i skierowałam się do salonu.
- Nakryjesz do stołu?
- Jasne. - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam biały obrus z szuflady. Rozkładając go, sięgnęłam po wazon z margaretami i postawiłam na środku stołu. Później wzięłam drewniany krążek i postawiłam przy prawej krawędzi stołu - miejsce na patelnię, po czym rozłożyłam sztuczce i talerze - dla mnie i dla mamy.
Zapach dochodzący z patelni zaostrzał moje zmysły. Mama podeszła do stołu i położyła rozgrzaną patelnię na spodku. Zdjęła biały fartuch i przerzuciła przez kaloryfer w kuchni.
- Smacznego. - powiedziałam, gdy usiadła przy stole.
- Smacznego. - odpowiedziała z uśmiechem. - Jak było na zebraniu?
- Jakim zebraniu? - zapytałam zdenerwowana.
- No, wampirów. Miało się dzisiaj odbyć. - powiedziała wkładając pieroga do ust.
- Eee.. ale..
- O wszystkim wiem, przecież sama jestem wampirzycą. Moje imię to Serafiel, jestem aniołem pieśni i mam 114 lat - powiedziała. - A ty znasz już swoje imię? - zapytała z zaciekawieniem. Zastanowiłam się chwilę, czy nie skłamać, ale jednak po chwili przyznałam:
- Azrael.
- Azrael? - zapytała z nie dowierzaniem. - Azrael?! - powtórzyła.
- Azrael. - przytaknęłam, a ona wypuściła widelec z rąk.
- Przydzielili mi Azraela!? Matko Boska.
- Jak to.. przydzielili.. - zapytałam.
- Nie mówili ci o tym? No dobrze, przygotuj się.
- No? - spytałam zaciekawiona.
- Nie jestem twoją matką. Nikt z nas nie ma rodziny, wampiry się nie rozmnażają.
- To nie jest śmieszne. - powiedziałam ignorując ją. - Dziękuję. - wstałam od stołu i skierowałam się ku górze.
Wchodząc do pokoju poczułam silny powiew wiatru, a zaraz po tym przed oczami zrobiło mi się ciemno. Usłyszałam tylko cichy szept. Coś po japońsku, może koreańsku. Po chwili wszystko wróciło do normy. Zwaliłam to na przemianę i włączyłam komputer. Włączając Skype zauważyłam, że Jack jest dostępny, ale nie zamierzałam do niego dzwonić. "Jeżeli mu zależy, to sam zadzwoni." -
- pomyślałam i z ciekawości weszłam na Facebooka. Na stronie głównej Candall Cassidy ("gwiazdka" szkoły, blondyna z wielkimi cyckami i bogatymi rodzicami, także wampirzyca) napisała: "Oh . ! TEn ZaMeK . ! < 33333 bYłO CuDOOOOFfffnie . ! : 33 mmm .. I TeN sMaK CZeRwOnej uBStAncJi ! Cassie ! KiEdY pOwTóRka .?! < 3333" <- 48 Like!
Przyjaciółeczka Cassie trochę przesadziła. Nie powinna była pisać takich rzeczy. Chwilę się zastanowiłam. Przecież Cassie nie było na zebraniu. Candall pożywiła się własną przyjaciółką?
Wszyscy oprócz mnie i Angie zalajkowali. Moje przemyślenie przerwał dźwięk dzwoniącego Skype. Dzwonił Jack.
- Witam, witam, cześć i czołem! - usłyszałam, a po chwili go zobaczyłam. Nadal miał na sobie ten jedwabny szalik, który tak cudownie pachniał.
- No cześć. - powiedziałam niepewnie, włączając kamerkę. - Co u Cassie? - zapytałam z grzeczności.
- Dobrze, jej mama czuje się lepiej. Katie wybacz mi, ale nie mam za dużo czasu. Muszę się zająć małym kuzynem. - powiedział biorąc małego bobasa na ręce.
- Nie ma sprawy. Ale słodziutki! Cześć maluszku. - uśmiechnęłam się do kamerki, a dziciaczek odwzajemnił mój uśmiech.
- Katie.. słuchaj. Co teraz będzie? No wiesz.. z nami.
- A chcesz żeby coś było?
- Jasne, że chcę.. Ale jest coś takiego co mnie blokuje.. nie umiem tego nazwać.
- Może się jutro spotkamy i normalnie pogadamy? - zaproponowałam.
- To chyba dobry pomysł. Gdzie chcesz się spotkać?
- Myślałam o wzgórzu Wysokich Traw.
- To tam w lesie, tak?
- Mhm.
- Ok. To widzimy się jutro o 15. Pasuje?
- Pasuje. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - powiedział, a ja rozłączyłam rozmowę i wyłączyłam komputer.
* * *
Tajne zapiski archiwum wampirów
Kartka odnaleziona po pożaże w strym archiwum.
Zapis najprawdopodobniej z roku 981.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz