sobota, 23 marca 2013

"I'm a Vampire!" #07/15

#07
 
- Cześć mamo. Czy jak tam mam cię teraz nazywać. - krzyknęłam wchodząc do domu. Przechodząc do salonu dostrzegłam ją, leżącą na hamaku koło dwóch doniczkowych palm. Na powitanie tylko kiwnęła głową, bo czytała książkę.
- Mamy jakieś rzeczy w piwnicy po Abaddonie? - oparłam się o framugę, a ona zerwała się na równe nogi.
- Nie pozwolę ci się z nim kontaktować! Zapomnij o tym.
      Nabrałam pewności siebie. Wróciło kilka wspomnień. Między innymi to, że mam nad wszystkim władzę, mogę przemienić się w demona, w którym w rzeczywistości byłam. Podeszłam do "matki" tak, że dzieliło nas kilka centymetrów. Czułam jej oddech na skórze.
- Bo co? - zapytałam z ironicznym uśmiechem, a ona mogła dostrzec w moich oczach anioła, którym naprawdę byłam. 
- Serafiel nie da sobą rządzić. - nagle zmieniła się w białego anioła, w białej sukni i skrzypcami w ręku.
- Chyba kpisz. I co zagrasz mi teraz jakąś melodyjkę?
   Nagle rzuciła we mnie kulą światła, z taką siłą, że przez cały salon przeleciałam do przedpokoju i uderzyłam w ścianę. Kawałki farby poopadały na moje czarne włosy, a ja osunęłam się na podłogę. Po chwili poczułam ostre kłucie na żyłach, przy nadgarstkach. Spojrzałam na jedną rękę, później na drugą. Na jednej i drugiej były symetryczne krzyże, a z nich ciekła krew, która kapała na podłogę.
"Uccisione Immediata" - szepnęłam zdziwiona, że wiem co robić. Nagle piękna czarna suknia z tyłu dłuższa niż z przodu zastąpiła moje ubrania.
 

 
 Całą twarz zasłoniły włosy. Jak u Samary Morgan.
 
 
Na plecach wyrosły czarne, wielkie skrzydła, którymi władałam jak rękoma. Rany na nadgarstkach zniknęły, ale zamiast nich pojawiły się identyczne dwa tatuaże. Stopy miałam gołe, a tam gdzie stanęłam zostawał ślad stopy, w postaci krwi (tu jak u Almy Wade). Tak, jakbym ostro poraniła nogi, ale gdy zajrzałam pod spód nic nie było. Biło ode mnie ciemne światło. Podeszłam do Serafiela i grzebiąc w swoim umyśle znalazłam jej imię na Tablicy Życia.
"Chcesz jeszcze pożyć?" - przekazałam.
- Azraelu! - krzyknęła i padła do moich stóp. Zrobiłam krok w tył zostawiając na podłodze krwawy ślad stopy.
" Mamy coś po Abaddonie?!"
- Nie mogę ci nic zdradzić.
     Siłą woli uniosłam ją w powietrze i tym razem ona uderzyła o ścianę, tyle, że kilka razy i dużo mocniej.
"Abaddon!"
- W piwnicy coś powinno być! Na pewno to wyczujesz..
     Wróciłam do normalnej postaci. "Uroczej, słodkiej, niewinnej." Katie.
- Dziękuję. - i skierowałam się w stronę drzwi do piwnicy.
      Piwnica miała trzy piętra, więc mieściła naprawdę sporo rzeczy. Jeśli chciałam znaleźć coś z dawnych czasów musiałam skierować się na sam dół, gdzie leżały same starocie. Godziny miały, a ja wciąż nic nie miałam. Biegałam od kartonu, do kartonu, przeszukując każdy zakamarek. Postanowiłam się poddać. Nie było żadnych szans. Usiałam na stary, zakurzony kufer. Nagle zorientowałam się, że do niego nie zaglądałam. Wstałam i klękłam przed nim. Lekko pociągnęłam klameczkę do góry, ale ani drgnęła. Użyłam mojej wampirzej mocy, ale to również nic nie dało. Zdmuchnęłam warstwę kurzu i zauważyłam napis: "przeznaczone dla mojej ukochanej. Kluczem moc zawarta w jej sercu".
- Uccisione Immediata. - wyszeptałam, a w piwnicy rozległ się dźwięk otwierania zamka. Ponownie pociągnęłam za klameczkę do góry, tym razem skrzynia się otworzyła. W środku była szkatułka, a w niej medalion. Medalion był w kształcie dwóch smoków, układających się w serce. Jeden czarny, drugi biały.
 

"Abaddon należy do Azraela, a Azrael do Abaddona." Wspomnienia zaczęły wracać.

1 komentarz: